logo l

„To długo nie potrwa”. Obóz pracy w Karchowie

Dariusz Czwojdrak

Przez kilka miesięcy 1943 roku w niewielkiej wsi Karachowo pod Lesznem istniał niewolniczy obóz pracy dla Żydów, o którym mało wiadomo. Dariusz Czwojdrak, historyk i kustosz Muzeum Okręgowego w Lesznie kiedy jeszcze żyli polscy świadkowie tamtych lat, w oparciu o nie napisał tekst, który spod kilku dat i suchych faktów wydobywa ludzi, ich los i udczucia. 


W publikacji Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939 – 1945, wydanym w Warszawie w 1979 roku, a stanowiący m encyklopedyczny informator Głównej Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich, na temat obozu w Karchowie napisano zaledwie kilka zdań: „Obóz pracy, utworzony 26.07.1943 roku, zlikwidowany w październiku 1943 roku. Mieścił się w młynie wodnym. W obozie przebywali obywatele polscy pochodzenia żydowskiego. Pracowali przy melioracji łąk. W czasie likwidacji obozu Niemcy wywieźli więźniów w nieustalonym kierunku”.

Niemal dokładnie tę samą informację podaje w jednym ze swoich artykułów redaktor Jerzy Zielonka: „Karchowo k. Krzemieniewa (były powiat Leszno). Obóz pracy (Judenlager). Przebywała w nim ludność pochodzenia żydowskiego. Założony w 1943 roku, zlikwidowany w październiku   1943 roku. Mieścił się w obiektach młyna wodnego. Więźniowie pracowali przy melioracji łąk”. (Niewolnicy z literą “P”, „Panorama Leszczyńska” 1989, nr 14, s. 12).

Ołówek i kartki na drogę

Nieco więcej szczegółów zawarł w swoim tekście, pochodzący z Karchowa autor podpisany inicjałami A.B. Napisał: „... donoszę, że także w Karchowie gm. Krzemieniewo znajdował się w czasie hitlerowskiej okupacji obóz żydowski. Urządzono go w starym młynie wodnym, w którym rozlokowano około 40-50 Żydów przywiezionych z Łodzi. Byli oni zatrudnieni przy kopaniu rowów melioracyjnych na łąkach belęckich.

Kierownikiem obozu był SS-mann o polskim nazwisku D. - wybitny sadysta, a jego pupilem był – niestety Polak – A.I., który posuwał się nawet do bicia Żydów. Po wojnie miał rozprawę          i został przykładnie ukarany. To były jednostki.

Całe szczęście, że bardzo wielu Polaków pomagało Żydom. Stefan Musielak z Belęcina, który był nocnym stróżem we młynie, żyje do dzisiaj i okazywał Żydom wtedy wiele serca i życzliwości. Trzeba też napisać, że polska ludność z okolicy systematycznie dokarmiała więźniów, podrzucała im żywność. Cztery siostry z Bojanic, dziś już nie żyją, niemal codziennie pozostawiały w umówionym miejscu w lesie garnek kaszy. Sam widziałem jak rolnik Walenty Wyzuj z Belęcina, jadąc po siano na łąkę, woził Żydom ziemniaki i kaszę.

Którejś nocy więźniów wywieziono w kierunku Leszna. Daliśmy im na drogę m.in. ołówek i kartki pocztowe, aby napisali, dokąd dojadą. Żadna kartka nie wróciła.” (Obóz w Karchowie, „Panorama Leszczyńska” 1986, nr 17, s. 13).

Nie mieli dokąd uciec

Z relacji Stefana Musielaka, spisanej w lutym 1988 roku, możemy dowiedzieć się wielu kolejnych faktów dotyczących sytuacji żydowskich więźniów w Karchowie. Oto jej fragmenty:

“Żydzi kopali rowy na belęckich łąkach. Łąki były torfowe więc pracowali w wodzie po kolana, niekiedy po pas. Ten główny rów, szerokości około jednego metra, prowadzący od młyna do rowu krzywińskiego, także został wykopany przez nich. Innych prac na tym terenie  nie wykonywali.

Nigdy nie byłem z nimi podczas pracy. Opiekę w tym czasie sprawowali nad nimi inni, to znaczy [Paul] Dubski, gestapowiec nadzorujący obóz oraz kilku Polaków, Izydorczyk z Leszna, Musielak z Rydzyny, Wajs [Weiss?] z Leszna. Musielak był najlepszy z nich wszystkich, Żydzi bardzo go lubili. Poza tym Wajs [Weiss?] także okazywał im wiele serca.

Wszyscy oni przebywali z tą grupą już wcześniej, jeszcze przed przyjazdem do Karchowa. Ja sam pełniłem w obozie tylko funkcję stróża nocnego i do mnie należało zajmowanie się Żydami od momentu gdy wracali z pracy, aż do momentu kiedy do niej wyruszali. Zanim jednak wyszli w pole musieli wstawać bardzo wcześnie, a to w tym celu, aby obrać ziemniaki i je ugotować, tak aby jeszcze przed wyjściem zdążyć je zjeść.

Ziemniaki te były bardzo małe, tak więc starali się zachować z nich jak najwięcej i takie nieokraszone służyły im za pożywienie. Wieczorem jedli suchy chleb, który najczęściej zostawiali im ludzie na polach. W czasie kiedy oni pracowali, kobiety pasąc krowy zostawiały im suche kromki w ustalonych miejscach, a potem, po pracy, Żydzi idąc niby to za potrzebą, podchodzili     do tych miejsc i wybierali z nich to, co było w nich ukryte.

Ludzie byli nastawieni do nich życzliwie i pomagali jak mogli, ale nie można było zrobić zbyt wiele. Podawanie im jedzenia było zabronione, więc ludzie się bali, a poza tym była bieda. Przypominam sobie, że jeden z mieszkających tu Niemców, Walter, dał im worek ziemniaków.     To był dobry człowiek, mieszkał tu już przed wojną i należał do tych, którzy optowali za Polską.

Zdarzyło mi się kiedyś, że przysnąłem w czasie służby i nie obudziłem się na czas. Mieli wówczas przeze mnie wiele kłopotów, bo nie zdążyli ugotować codziennej zupy. Poszedłem do Dubskiego i starałem się wytłumaczyć mu, że to moja wina, ale on i tak na to nie zareagował. Powiedział tylko, że „oni sami powinni pilnować, o której godzinie mają wstać” i poszli w tym dniu do pracy bez jedzenia.

Obóz mieścił się w młynie w Karchowie. Cały teren otoczony był zasiekami z drutu kolczastego, około dwóch metrów wysokości. Gdyby tylko chcieli, mogliby stamtąd uciec, ale jak sami mi mówili, nie mieli dokąd. Ograbiono ich ze wszystkiego, co stanowiło jakąś wartość,            z pieniędzy, ze złota, zabrano im całą zapasową odzież. Tę z kolei rozpruwano w nadziei znalezienia w niej złota i pieniędzy, które Żydzi zdążyli zaszyć w kołnierzykach, mankietach lub zaszewkach. Pozostawiono im tylko to, co niezbędne, pozwalając zatrzymać kilka drobiazgów, takich jak zdjęcia, które dla Niemców nie miały żadnej wartości, dla Żydów były natomiast najcenniejszymi pamiątkami.

Podjechały wozy drabiniaste

Rozmawiałem z nimi bardzo rzadko, bo też i nie było po temu wielu okazji. Kiedy przychodzili z pracy, byli zmęczeni i najczęściej modlili się, aż nie zmorzył ich sen. Tylko jeden spośród nich okazywał się być bardziej rozmowny. Niestety, nie pamiętam jego nazwiska. Reszta była skupiona, jakby zapatrzona w swoją przyszłość. Przyszłość, której nie znali, a jednak przeczuwali ją.

W obozie mieścił się mały warsztat szewski, w którym naprawiali swoje obuwie, a także stół krawiecki, na którym szyli. Wszystko to służyło tylko ich doraźnym potrzebom i potrzebom nadzorujących.

To było około 9-10 wieczorem. Podjechały wozy drabiniaste, a wszystkich Żydów spędzono na podwórze, ich rzeczy wyrzucono na środek placu, wszystko musieli tu zostawić. Następnie załadowano ich na wozy i wywieziono nie wiadomo dokąd. Oni to czuli. Już na kilka dni przedtem mówili mi, że to długo nie potrwa. Czuli, że to koniec”. (Relacja w posiadaniu autora, spisana 7 lutego 1988 roku).

Wiadomo, że przed przyjazdem do Karchowa żydowscy robotnicy, a przynajmniej część z nich, przebywali w obozie pracy w Kłodzie k. Rydzyny. Nie udało się natomiast ustalić dokładnej daty likwidacji karchowskiego lagru. Zgodnie z zaleceniem leszczyńskiego starosty (Landrata) dr Erwina Olsena, wszystkie żydowskie obozy w powiecie leszczyńskim, a także w powiatach ościennych (Wolsztyn, Kościan, Gostyń, Rawicz), miały zostać zamknięte z końcem sierpnia 1943 roku. Powołał się na wytyczne Hienricha Himmlera z 9 sierpnia 1943 roku. W relacjach pojawiają się jednak inne daty, wrzesień, a nawet październik 1943 roku.

Sugerowana droga transportu więźniów miała wieść z Leszna, przez Poznań, do getta w Łodzi. W rzeczywistości skierowano ich do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, skąd nikt z nich nie powrócił.

 

Tekst został opublikowany w ramach projektu rozbudowy portalu „Chaim/Życie” w roku 2025 wspartego finansowo przez Samorząd Województwa Wielkopolskiego i realizowanego przez Fundację Tu żyli Żydzi.

Dziękujemy Dariuszowi Czwojdrakowi za przekazanie artykułu do publikacji na portalu Chaim/Życie.

Projekt
CHAIM/ŻYCIE

Fundacja Tu Żyli Żydzi, Poznań


Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci, realizowane w 2020 r. przez Andrzeja Niziołka

CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej trzy rodzaje materiałów:

* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.

* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.

* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.

Kontakt

  • Andrzej Niziołek

  • Hana Lasman

  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


Projekt finansowany jako zadanie publiczne Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury w 2021 i 2025 r.

© 2020 Fundacja Tu Żyli Żydzi. Strony Trojka Design.