Mamy już przedsmak trudności, jakie przedstawia tutaj teren. Negew to guzik. Tu nie ma bliskich miejsc, a pojęcie czasu, terminu, dla Afrykańczyka w ogóle nie istnieje. Szczęśliwi ludzie, nic się nie pali, wszystko się ułoży i w ogóle nie ma się czym przejmować.
Bria, 9 III 1963
Więc jak Wam pisałem ostatnio, zaczęliśmy już pracować na dobre, a wraz z tym zaczęły się kłopoty. Jeżeli dotychczas jechaliśmy drogą kiepską, to teraz droga była całkiem do chrzanu - ale na mapie figuruje jako droga I klasy. Chwilami była to wąska dróżka i maszyna z obydwu stron ocierała się o ściany dżungli. Płytkie strumienie nie mają tu mostów i przejeżdża się je wozem. Przez większą rzekę przejechaliśmy promem za kilka franków.
W tej drodze stało się to, czego najwięcej się obawialiśmy: zepsuła się maszyna. Dwie opony nawaliły i wymieniliśmy je. To było głupstwo - ale na jakiejś stromiźnie biegi odmówiły posłuszeństwa. Byliśmy 30 kilometrów od celu. Cwi jest dobrym mechanikiem i po długiej manipulacji doprowadził do tego, że na specjalnym biegu można jeszcze kontynuować jazdę. Mieliśmy możliwość wrócić, lub jechać dalej. Wybraliśmy tę drugą ewentualność i po południu dojechaliśmy do obozu poszukiwaczy diamentów w dżungli - 8 kilometrów od drogi. Grupa ta pracuje dla agenta Towarzystwa Izraelsko-Afrykańskiego. Są to oczywiście murzyni. Sprowadzili się tu z całymi rodzinami, pobudowali z trawy domki i pracują bardzo prymitywnie, ale już po pobieżnym obejrzeniu wyrobisk doszliśmy do wniosku, że to może być interesujące.

Naprawianie auta na afrykańskich bezdrożach
Noc zapada tu nagle i szybko. Oddano nam do dyspozycji domek z trzciny (to przygotowują jeszcze z przyzwyczajenia, z czasów francuskich). Zabraliśmy się do rozbicia obozu. Umyliśmy się. Wodę z rzeki przynieśli murzyni z własnej inicjatywy. Do wody wsypaliśmy nadmanganian potasu. Chłopcy ściągali rzeczy, a ja zabrałem się do robienia obiadu. Chleba nie było. Sucharów niedużo, trzeba je oszczędzać. Ugotowałem gęstą zupę z ryżu, kilku kostek Vity, puszki grzybków, cebuli i czosnku. Wodę do picia mamy jeszcze z Bangui. Na drugie danie była puszka mięsa, przygrzana na patelni i puszka groszku. To wszystko popiliśmy wodą sodową i piwem, a na deser czarna kawa.
Po kolacji urządziliśmy naradę. Co robić? Jasne było, że robotę trzeba kontynuować, ale równocześnie trzeba pomyśleć o naprawie lub wymianie maszyny, inaczej cały plan tygodnia nie zostanie wykonany. Najbliższy garaż znajduje się w odległości 300 kilometrów, a poczta 100 kilometrów. W drodze musi być dwóch ludzi, bo maszyna może się zepsuć do reszty, a wówczas jeden musi zostać, a drugi musi sprowadzić pomoc. Po długiej dyskusji postanowiliśmy, że Cwi zostanie na dwa dni z żywnością i wodą, a Uri i ja wrócimy do Bria. Przenocowaliśmy w chatce na materacach gumowych. Śpiwory mamy pyszne. Z rana pożegnaliśmy się z Cwi pozostawiając mu niemal całą żywność i wodę. Ostatecznie nie wiadomo, jak długo będzie tu siedział. Wyruszyliśmy w dobrych humorach i każdy z trwogą myślał o tym, że to pudło w środku drogi stanie - ale jakoś to przeszło. Po drodze zabraliśmy jeszcze takiego tutejszego wojewodę i dowódcę żandarmerii, którzy od północy czekali z zepsutą maszyną.
Teraz siedzimy w Bria u Izraelczyka. Wysłaliśmy telegram do Bangui po pomoc i mamy nadzieję, że jutro zabierzemy Cwi i pojedziemy dalej na północ spenetrować nowy teren. Mamy już przedsmak trudności, jakie przedstawia tutaj teren. Negew to guzik. Tu nie ma bliskich miejsc, a pojęcie czasu, terminu, dla Afrykańczyka w ogóle nie istnieje. Szczęśliwi ludzie, nic się nie pali, wszystko się ułoży i w ogóle nie ma się czym przejmować. Jeśli mówią, że za pięć minut coś będzie, to możesz się spodziewać tego za pięć godzin. Odległość dwóch kilometrów może się równać odległości 20 kilometrów. Tutejszemu gubernatorowi już się naraziliśmy, bo przed tygodniem odlecieliśmy samolotem bez pożegnania. Nie mieliśmy czasu się żegnać, bo w ciemności naszym samolotem nie można lecieć, a pogody też są tu zmienne. W konsekwencji dygnitarz się obraził. On nawet nie kapuje dokładnie, po co my pracujemy, a w ogóle nie rozumie pośpiechu. Dziś zanosimy mu dwie butelki whisky na przeprosiny. Jakieś idiotyczne stosunki, ale niezbyt skomplikowane.
W ogóle ciekawy kraj. Zrobiłem już trochę zdjęć. Jeden film skończyłem. Ponieważ to był pierwszy film, więc nie wszystkie zdjęcia są udane. W drugim będzie lepiej. Po powrocie do Bangui wyślę dwie rolki do Niemiec i stamtąd przyślą Wam prosto zdjęcia. Po powrocie przy pomocy zdjęć i listów będę mógł wszystko dokładnie opowiedzieć, a do opowiadania jest dużo. Dla dzieci łapię tu motyle. Mam już trochę, są bardzo ładne. Oprawimy je w szkło i powiesimy na ścianie w pokoju Hani i Marka.
Moja Kochana!, wiem, że Ci tam ciężko samej. Codziennie myślę o Was, czy jesteście wszyscy zdrowi i jak sobie dajesz radę. Doprawdy jestem Ci wdzięczny, że zgodziłaś się, abym tu wyjechał na dwa miesiące. Co do pracy na dłużej, to to musimy dokładnie omówić razem.
Bardzo tęsknię za Wami i chciałbym już być z Wami. Tej nocy śniliście mi się wszyscy. Jedliśmy kolację i nagle się obudziłem. Nie mogłem już zasnąć i myślałem o Was. Mocno, mocno Was całuję. Pozdrowienia od Uri i Cwi.
Pozdrówcie znajomych. Całuję
Wasz Nojuś
Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera
CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:
* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.
* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.
* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.
*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.