logo l

Byki muszą zginąć. Corrida

Publiczność ryczy: „Matalo” - zabij go. Tutaj, jak w handlu, widocznie obowiązuje zasada: „Mój klient - mój pan” i facet przystępuje do zarżnięcia. Wyciąga szpadę na wprost, staje na palcach, co wygląda efektownie i elegancko. Sztuka polega na tym, aby trafić bydlę w jeden punkt na głowie, w miejscu gdzie jest mózg. Byk nie ma jednak zrozumienia dla wyrafinowanego gustu publiczności i wykonuje ruchy, które utrudniają zadanie takiej eleganckiej śmierci. 


 

Bogota, 29 IX 1968

Moi drodzy

Wczoraj otrzymaliśmy od Was list. Przed kilku dniami wysłałem do Was też pismo. Przede wszystkim gratuluję nowych gratów, fale jeżeli przez to, Marian, masz się czuć zdziadziały, to szkoda, że je kupiłeś i lepiej żebyś je już wyrzucił. Ja też tutaj kupiłem jakieś meble z myślą zabrania ich do domu, ale przez to nie czuję się star­szym niż poprzednio. Jeżeli idzie o moje mieszkanie i lokatora, to ciekawi mnie, czy facet używa też moich gratów, sprzętów i noże nawet garderoby. .Jeżeli Ci wiadomo coś na ten temat, to proszę Cię - napisz do mnie.

U nas - od ostatniego listu - nic nowego. Dziś niedziela, byliśmy na walce byków - prawie cała rodzina, bo Hania nie chciała pójść. Ona uważa, że to jatki i ma trochę racji. Ta corrida, którą widzieliśmy to nie liga A, ale występy początkujących torreadorów, dla których to jest wstęp do kariery. Sezon w tym sporcie zaczyna się tutaj w grud­niu i wtedy występują sławy, a bilet kosztuje 400 pesów (85 naszych funtów) . Teraz dobry bilet kosztuje 25 pesów. Rozumiesz, że takim znawcom, jak my, w zupełności wys­tarcza torreador początkujący. Ostatecznie pryncyp jest ten sam - byki muszą zginąć. Jeśli bykowi jest obojętne, z jakiej ręki zginie, no to mnie na pewno.

Plaza de tores[i] jest zawsze na występach pełna - jakieś dziesięć tysięcy ludzi, większość widzów to znawcy, którzy cały tydzień żyją myślą o niedzielnym występie i znają zale­ty i wady adeptów sztuki torreadorskiej, znają nazwy wszystkich ruchów i wiedzą z jakiej hodowli byki pochodzą. Bardzo chętnie objaśniają „zielonych”. Wielu widzów przynosi ze sobą bukłaki skórzane z winem i pociągają sobie jeszcze przed rozpoczęciem całego przedstawienia. Potem, jak się rozgrzeją, to są bodaj ciekawsi od torreadorów razem z bykami.

Zaczyna się od odegrania hymnu narodowego i publiczność też śpiewa .Ostatnie sło­wa hymnu zamieniają się w ryk, nie mający nic wspólnego z hymnem - na cześć torreadorów. Teraz wchodzą na arenę: pięciu naganiaczy i dwóch pikadorów. Wszyscy ubrani są w różowe i zielo­ne obcisłe kostiumy rytualne i mają w ręku różowe płachty do drażnienia byka - prócz pikadorów. Po oklaskach wypuszczają na arenę byka. W grzbiecie tkwi mu już gruby bo­lec żelazny spod którego ścieka krew - to po to, by wszedł już rozdrażniony. Wpada rozju­szony na arenę i skierowuje się wprost na pierwszego naganiacza. Ten zgrabnie uskakuje.

W tym pierwszym etapie byk jeszcze jest mniej więcej przytomny i pełny sił, tak że naganiacze wolą nie ryzykować i często chowają się do przegrody z desek, na co pub­liczność reaguje gwizdem. Na zmianę drażnią i męczą byka. Jeśli robią to ładnie, są nagradzani oklaskami. Kiedy byk jest odpowiednio zmachany przychodzi kolej na pikadorów. To jest bardziej niebezpieczne. Pikador jest zaopatrzony w dwa kijki zakończone żelaznymi hakami i jego zadaniem jest wbić je w grzbiet zwierzęcia. Efektownie to wygląda jeżeli wbije je z przodu i każdy bolec po jednej stronie. Nie zawsze się to udaje, często wbija oba z jednej strony, albo jeden lub nawet obydwa spadają.

Pikador staje w odległości pięciu, ośmiu metrów naprzeciwko byka i tanecznymi, lekkimi ruchami drażni go i zmusza do ataku. Byk nachyla głowę i rusza do ataku. W ostatnim momencie człowiek wbija mu bolce w grzbiet i uskakuje zręcznie na bok. Jeżeli zrobił to ładnie, publiczność wyje: „Ole, ole” i klaszcze z uciechy. Byk przebiega kilka kroków i usiłu­je zrzucie z siebie, otrząsnąć bolce, ale ono są zakończone hakami i rwa mięso, wiec daje spokój. Tymczasem drugi pikador już jest gotowy do akcji i tak łącznie wbijają mu cztery  pary bolców. Byk ocieka juchą, ale rany są powierzchowne.

Teraz gra muzyka i wcho­dzi majestatycznie główny aktor - torreador, którego tu zwą matadorem (zabijaczem). Teraz on zostaje sam z bykiem na arenie, naganiacze i pikadorzy są ukryci za przegródkami z desek i są w każdej chwili gotowi do akcji, jeżeli niebezpieczeństwo zagrozi głów­nemu aktorowi. Cała sztuka polega teraz na tym, aby nie za długo i nie za krótko igrać z bykiem przed śmiercią, tak aby publiczność wiedziała, za co płaci i nie znudziła się. Artysta ma w ręku szpadę, lekko zagiętą na końcu i czerwoną płachtę. Staje przed by­kiem i lekko porusza płachtą, drażniąc go. Byk staje niezdecydowany i spogląda na niego. Rusza do ataku z pochylonym łbem - w ostatnim momencie facet uskakuje i odwraca się. Byk zatacza małe półkole, odwraca się i znów atakuje - i tak powtarza się to wielokrotnie. Publiczność wyje z uciechy. Czasem bykowi udaje się przewrócić człowieka i zaczyna tarmosić go głową i rogami. Powalony chroni głowę pomiędzy ramiona i już wyskakują pomagierzy i płachtami odwracają uwagę zwierzęcia od powalonego. Ten podnosi się z godnością, na ogół nie jest nawet poturbowany - ma tylko porwane ciasne spodnie, tak że przeświecają mu białe gacie, podnosi swoje narzędzia pracy i znów wraca do swojej ofiary.

Czasem byk ma tego dość i nie chce ruszać do ataku. Wtedy publika gwiżdże. Nie wiem czy to jest dezaprobata dla byka, czy dla torreadora, a może dla obydwu. Biedne bydle stoi z opuszczonym łbem, potem z flegmą obraca się tyłem. Publika szaleje ze złości. Wydaje się, że byk zastanawia się, po co sprowadzono go tutaj. Na pewno marzy mu się zielone pastwisko, a na nim stado krów. Tymczasem naganiacze obskakują go z wszystkich stron, wywijają płachtami i znów zmuszają do walki. Znów powtarzają się te same chwyty. Publiczność ryczy: „Matalo” - zabij go. Tutaj, jak w handlu, widocznie obowiązuje zasada: „mój klient - mój pan”, i facet przystępuje do zarżnięcia. Wyciąga szpadę na wprost, staje na palcach, co wygląda efektownie i elegancko. Sztuka polega na tym, aby bydlę trafić w jeden punkt na głowie, w miejscu gdzie jest mózg. Bydlę nie ma jednak zrozumienia dla wyrafinowanego gustu publiczności i wykonuje ruchy, które utrudniają zadanie takiej eleganckiej śmierci. Na ogół oprawca trafia w grzbiet i rani tylko po­wierzchownie, lub wbija szpadę na całą długość pomiędzy skórę i żebra i rozjusza jeszcze bardziej zwierzę. W takim wypadku wyskakuje cały zespół zabijaczy, który oskakuje zwierzę po to, by wyciągnąć szpadę - to nieraz trwa. Wreszcie udaje im się wyciągnąć broń i znów na arenie pozostaje oprawca z ofiarą.

Na ogół byk ginie z uderzenia, które otrzymuje pomiędzy żebra i wnętrzności - z rany tryska krew, tak samo z pyska i nozdrzy, pada na kolana. Wtedy wychodzi zza kulis specjalista, wbija w mózg szeroki nóż, a później przecina mięśnie na karku. Robotnicy przyciągają dwukołowy wózek, przytraczają łańcuchami łeb i trzema zaprzężonymi końmi wyciągają trupa za kulisy. Jeśli walka spodobała się publiczności torreador musi obejść wkoło arenę, kłania się. Rzucają mu czapki, pantofle, bukłaki i kwiaty. Wszystko poza kwiatami rzuca się z powrotem na widownię.

Oczywiście cały czas moja sympatia była po stronie byka. Nie życzyłem śmierci torreadorowi, ale myślałem sobie, jakby to było dobrze, gdyby tak byk okazał się dalto­nistą i nie reagował po byczemu na czerwoną płachtę. Co by to było za fajne widowisko, gdyby tak powalił faceta, wytarmosił go, obszczał, odwrócił się i poszedł sobie. Chyba po takim widowisku darowaliby mu życie i takie bydle miałoby szansę wejść do historii corridy. Ale byk jest bykiem i musi zginać.

Jeden spektakl obejmuje sześć walk. Byki kupuje przedsiębiorstwo ze specjalnych hodowli. Kiedyś, za czasów kolonialnych, nie wolno było tu hodować w tym celu byków i sprowa­dzano je z Hiszpanii, co oczywiście podrażało całą imprezę. Teraz już byków się nie sprowadza, ale znanych torreadorów tak. Ubiegłej zimy przyjechał jakiś magik z Hiszpanii i za jeden występ płacono mu 120 tysięcy dolarów. Tutejsza prasa w tych dniach przes­tała się interesować sprawami tego świata i nawet spawami Kolumbii, i wszystkie szpal­ty były poświęcone torreadorowi, jego karierze i metodom walki. W niektórych hotelach można zobaczyć afisze zapowiadające walkę jakiejś byczej sławy sprzed czterdziestu lat.

U nas wszystko w porządku, niedługo będzie Jom Kipur i będę miał dodatkowy dzień wolny. Biorę wolne ze względów zasadniczych. Tobie z tej okazji życzę odpuszczenia wszystkich grzechów - amen. Aha, pisałeś kiedyś, że Lolek ma wrócić z Ameryki - czy wrócił? Jeżeli tak, to go pozdrów. Co porabia Basia, uczy się czy pracuje? Nie rozumiem dlaczego właśnie Czechosłowacja tak na nią wpłynęła. Ostatecznie przed dwunastu laty Rosjanie to sa­mo zrobili na Węgrzech. I w ogóle, co już może zadziwić na tym idiotycznym świecie. Od czasów starożytnych każde państwo, duże czy małe, nie kierowało się żadną moralnością, tylko tym, co było dobre dla niego. Wiec niby dlaczego Rosjanie mają by inni? Dlatego, że uznali się za nieomylnych i głoszą ideologie, że co jest dobre dla nich, jest też dobre dla całego świata? Ich należy oceniać w tych samych kategoriach, co każde inne wielkie mocarstwo. Najlepszy dowód, że robią to, na co ich stać, że nikt w sprawie Czechosłowacji nic zareagował.

Serdeczne pozdrowienie dla wszystkich, specjalnie dla rodziców i nie dziadziej z winy głupich mebli.

Noach

 

[i] Plaza de tores (hiszp.) - arena.

LIST DO MARIANA WEINTRAUBA, PRZYJACIELA Z IZRAELA

Marian Weintraub był inżynierem, polskim Żydem. Wojnę wraz z rodziną przeżył w Rosji Radzieckiej. Do Izraela przyjechał wraz z rodziną w ramach tej samej gomółkowskiej aliji, co Lasmanowie i mieszkał w tym samym bloku przy ul. Borochow, co oni. W 2003 roku w Łodzi ukazała się wspomnieniowa książka Weintrauba „Lehaim”. Zmarł w latach 2000.

Projekt
CHAIM/ŻYCIE

Fundacja Tu Żyli Żydzi, Poznań


Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania  #poznanwspiera

CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:

* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.

* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.

* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.

*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".

Kontakt

  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



© 2020 Fundacja Tu Żyli Żydzi. Strony Trojka Design.