Szef mojego wydziału zaprosił mnie na obiad. Szczyci się tym, że ma arystokratyczną rodzinę w Hiszpanii, pochodzi od pierwszych konkwistadorów, Boliwar pochodzi z jego rodziny i ma pięciu prezydentów w familii. Obiad zjedliśmy w „Country Club” - to najlepszy klub na terenie kraju: basen, golf, polo (są stajnie) i różne urządzenia. Bez tego obiad by mi nie smakował, bo od dzieciństwa jestem przyzwyczajony, że musi być golf, a szczególnie polo.
Bogota, 30 VI 1967
Wysłałem już dwa listy na ręce Juki i opisałem tam już najważniejsze sprawy związane z pracą. W tych listach roi się na pewno od byków, bo jak mam wątpliwości, jak napisać, to nie mam nawet kogo się spytać[i].
Stosunki ułożyły mi się tutaj sympatycznie, w dużym stopniu dlatego, że jestem z Izraela. Tutaj Izrael jest wysoko notowany. Oni sądzą o nas o wiele lepiej niż my sami siebie osądzamy. Myślą, że u nas pod względem społecznym, organizacyjnym i gospodarczym jest idealnie. Jeżeli czasem mówię, że u nas też istnieją problemy, z którymi się borykamy, to przypisują nam jeszcze jedną cechę, którą nie grzeszymy - skromność. W każdym bądź razie w stosunku do nich my rzeczywiście dobrze pracujemy i gospodarzymy.
Po pierwsze - oni nie pracują 170 dni w roku (niedziele, soboty, święta religijne i narodowe). Poza tym Bóg jest dla nich dobry i kiedy święto wypada w czwartek lub wtorek, wtedy jasne jest, że na jeden dzień nie warto przyjść do biura. Urlop mają dwa tygodnie w roku. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że człowiek od czasu do czasu jest też chory, to trzeba przyznać, że cokolwiek by nie zrobiono, to dużo. Jeżeli idzie o mnie, to świętowałem dotychczas tylko dwie niedziele i soboty, pozostałe pracowałem w polu. Dobrze jest u nich zorganizowana praca w biurze i papierkowa. Na wszystko jest pokrycie w dokumentach.
Odnośnie fosfatów mają tu więcej informacji niż myślałem w kraju przed wyjazdem. Przede wszystkim jest ustalone miejsce stratygraficzne[ii], gdzie występują fosfaty. Po drugie mają profile w kilku miejscach, a raczej kilka prób. W jednym miejscu - Turmequé[iii], 120 kilometrów na północ od Bogoty - otworzyli kopalnię-sztolnię w oparciu o jedną analizę (25 procent P2O5). Tutejsi geologowie orzekli, że złoże zbadać można przy pomocy wierceń, a to jest w tych warunkach kosztowne i w ogóle nie ma tu maszyn, które mogą wiercić na głębokość 400-500 metrów, należy więc zakontraktować firmę amerykańską. Brałem udział w posiedzeniu z przedstawicielem tej firmy i słabo mi się zrobiło - z dwoma maszynami to potrwa rok (6000-7200 metrów wierceń), koszty 300-350 tysięcy dolarów, żeby udokumentować od dziesięciu do dwunastu milionów ton fosfatów (…). Na drugi dzień przedłożyłem dyrektorowi generalnemu całkiem inny plan robót, który w pełni zaakceptował. Plan jest całkiem prosty: wykonać wykopy mniej więcej co dwieście metrów na wychodni fosfatów i pobrać próby. (…) Robotnik jest tu tani i kazałem wynająć możliwie dużo robotników. Łazić po górach nie jest łatwą sprawą (3000 metrów n.p.m.) Na szczęście jest tu dwóch młodych geologów, którzy są pełni zapału i z nimi usytuowałem pierwsze wykopy (pozytywne) i sprofilowałem. Teraz oni sami uganiają się po górach, a ja tylko kontroluję.
List ten pisze w biurze i chłopak czyści mi buty - tak tu jest przyjęte w biurach. Ten szpas kosztuje naszych 20 agurot, ale moje buty błyszczą tak, jak nie błyszczały od czasu, kiedy je kupiłem - znają swój fach. Widzisz, człowiek w tych warunkach staje się burżujem.
Pracują tu też nad drugim złożem (130 kilometrów na południe od Bogoty). Pracuje tam jeden geolog - stary kawaler, który z miejsca zamówił mapę 1:2000 (w trakcie wykonania) i w ciągu trzech miesięcy pracy z dwudziestoma robotnikami nie pobrał jednej próby. Byłem z nim w terenie i znalazłem dwie odkrywki naturalne, które sprofilowałem. Facet ich nie znalazł, bo nie zboczył z drogi. W ogóle przyczyną, że on tam się kręci nie są fosfaty, ale jedna dziewczynka. Nakazałem przerwać pracę nad mapą topograficzną, dopóki nie będą jakieś pozytywne rezultaty prospekcji wstępnej. (…)
Jest tu trochę Żydów, otrzymałem zaproszenie, ale na razie byłem u jednego, którego znałem jeszcze w Polsce (świat jest mały). Mam tutaj też krewnego mojego wujka z Paryża, ale jeszcze u niego nie byłem. Jest też kolonia „jordim”[iv] no i kolonia izraelska - korpus dyplomatyczny - dwie rodziny i pracownicy Tahal[v], i inni, kilkanaście rodzin. Co tydzień urządzają u kogoś spotkanie z różnych okazji - urodziny, rocznica ślubu, ktoś wyjeżdża lub ktoś przyjeżdża. Kilka razy byłem. Oczywiście głównym tematem jest sytuacja w kraju[vi]. Potem kwestia służących - nasze panie są kapryśne, szczególnie żony kibucników. Trzecim tematem jest drożyzna w Kolumbii - podobno w ostatnim czasie wszystko zdrożało. Mnie się jednak wydaje, że wszystkie produkty miejscowe - żywność, odzież, benzyna są strasznie tanie w porównaniu z Izraelem - oczywiście dla ludzi, którzy zarabiają w dolarach. Auta, maszyny i aparaty elektryczne są w takiej cenie, jak u nas.
Kraj jest bogaty i trudno zrozumieć dlaczego dziewięćdziesiąt procent ludności jest taka biedna - aż jest dla mnie zagadką, kto tu kupi te superfosfaty[vii]. Krąży tu kawał, że podczas stworzenia świata Bóg w towarzystwie św. Piotra dzielił między kraje skarby. Nafta dla Kolumbii, woda dla Kolumbii, żelazo, nikiel, wapń, esmeraldy[viii], złoto, owoce, widoki, góry - wszystko dla Kolumbii. Św. Piotr się zaniepokoił i mówi Bogu: „Tak nie można, są jeszcze inne kraje”, a Bóg na to: „Czekaj, jeszcze nie widziałeś ludzi, których tu przydzielę”.
No i przydzielił - muszę przyznać, że są bardzo sympatyczni. Szef mojego wydziału zaprosił mnie na obiad. Szczyci się tym, że ma arystokratyczną rodzinę w Hiszpanii, pochodzi od pierwszych konkwistadorów, Boliwar[ix] pochodzi z jego rodziny i ma pięciu prezydentów w familii. W domu ma prawdziwe muzeum. No i powiedz, czym ja mogłem się poszczycić - że mój dziadek był piętnaście lat w armii carskiej i skończył karierę jako szeregowiec w Port Artur w charakterze japońskiego jeńca?
Byłem za delikatny na to, by mu powiedzieć, że jeden z moich przodków - kiedy jeszcze Żydzi byli w Hiszpanii - strasznie lubił dziewczynki i kiedyś podczas pobytu w Sewilli zrobił sobie „seiten szprung”[x], i od tego zaczął się rozkwit tej całej familii „de Narvaez”[xi].
Obiad zjedliśmy w towarzystwie dwóch wicedyrektorów w „Country Club”. To najlepszy klub na terenie kraju: basen, golf, polo[xii] (są stajnie) i różne urządzenia. Bez tego obiad by mi nie smakował, bo od dzieciństwa jestem przyzwyczajony, że musi być golf, a szczególnie polo. Ten obiad kosztował go chyba połowę pensji, ale stać go na to, bo ma jeszcze dobra rozsiane po całym kraju.
Nie macie pojęcia ile gratulacji przyjąłem od różnych osób na konto tego, że inni walczyli w Izraelu. Zupełnie obcy ludzie obejmowali mnie i ściskali. Sądzę, że to wynikało głównie z tego, że oni nie mogą zrozumieć, że taki mały kraj z małą ilością ludzi wykończył przeciwników w ciągu czterech dni. Im to imponuje. Często musiałem to tłumaczyć, a mój kierownik na serio proponował mi (jakbym był przywódcą narodu), żeby Żydzi przyjechali tutaj, bo tutaj jest co robić. Jeżeli jednak koniecznie chcemy żyć na pustyni, bo tam czujemy się najlepiej, to tutaj też jest pustynia, na wybrzeżu Atlantyku i możemy się tam osiedlić. Sprawa jeszcze jest aktualna i możecie ją w Wydziale rozpatrzeć. Miejsca jeszcze nikt nie zajął i na razie siedzą tam jeszcze tylko dzikie, nieskolonizowane szczepy indiańskie z pogranicza epoki kamiennej i epoki atomowej.
Kraj, na ile go znam, jest piękny (znam tylko południową część Kordylierów Zachodnich), pełno rzek, potoków, roślinności. Jeden taki potok wzdłuż Izraela rozwiązałby nam wiele zagadnień gospodarczych i politycznych.
Napisałem już dawno listy do Eli, Karcza i Josi, ale odpowiedzi nie otrzymałem. Sprawdź, czy oni otrzymali listy. Pomów też z Reisem, czy by chciał próby tutejszych fosfatów dla celów porównawczych - miejsce stratygraficzne Senon[xiii]. Sądzę, że osadzały się w pobliżu lądu w miejscu, gdzie była silna erozja z lądu, bo w fosfatach jest dużo drobnych kawałków flintu, źle oszlifowanych. Uzgodnij to przedtem z Munikiem, bo może on chce. Co do makrofauny, to widziałem odłamki kości i zęby rekinów, ale kruszą się w ręku.
Na razie kończę i serdecznie pozdrawiam wszystkich w Wydziale i Instytucie. Mam nadzieję, że zdążę oglądnąć nowe tereny, zanim je zwrócimy.
Noach
Mój obecny adres: Lasman Noach apart. Aero 18123, Bogota, Columbia - zawiadom zainteresowanych.
[i] Lasman mówi o listach pisanych w języku hebrajskim, w którym poprawne pisanie sprawiało mu przez całe życie trudność.
[ii] Stratygrafia - dział geologii historycznej zajmujący się ustalaniem wieku i przyczyn rozmieszczenia skał w skorupie ziemskiej.
[iii] Turmequé - miasto w Kolumbii położone na wysokości 2400 m npm.
[iv] Jordim (hebr.) - Żydzi, którzy opuścili Izrael i osiedlili się w diasporze.
[v] Tahal - izraelskie przedsiębiorstwo państwowe zajmujące się wodą, które w latach 60. XX wieku działało również w Ameryce Południowej.
[vi] List był pisany dwadzieścia dni po zakończeniu wojny sześciodniowej.
[vii] Superfosfat - nawóz fosforowy dobrze przyswajany przez rośliny. Lasman wyjechał do pracy Kolumbii właśnie jako specjalista od poszukiwania fosfatów potrzebnych do produkcji takich nawozów.
[viii] Esmeraldy - szmaragdy.
[ix] Simón BolÍvar (1783-1830) - słynny „El Libertador”, przywódca walk o wyzwolenie Ameryki Południowej spod władzy Hiszpanów w I poł. XIX wieku.
[x] Seitenszprung (niem.) - dosł.: skok w bok. Określenie romansu, zdrady małżeńskiej
[xi] de Narváez - Pánfilo de Narváez (1470-1528) był hiszpańskim podróżnikiem, odkrywcą i konkwistadorem. Współcześnie rodzina o takim nazwisku jest m.in. właścicielem dużej sieci sklepów wielobranżowych, z których pierwsze zaczęły działać w Kolumbii w 1940 r, a w kolejnych latach powstały także w Argentynie, Urugwaju, Peru i Ekwadorze.
[xii] Polo - gra konna odbywająca się na trawiastym boisku. Dwie drużyny składające się każda czterech jeźdźców na koniach, używając długich kijów dążą do umieszczenia w bramce przeciwnika drewnianej, białej kuli.
[xiii] Senon - jednostka określająca w stratygrafii okres górnej kredy.
Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera
CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:
* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.
* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.
* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.
*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.