Kiedyś wracałem nocą domu i przed Bogotą patrol policyjny zatrzymał wóz. Musiałem wysiąść i jak za dobrych czasów założyć ręce na karku. Bardzo dokumentnie mnie obmacali. Po rewizji spytałem policjanta, czego właściwie szukają. Powiedzieli , że broni. „A kokaina Was nie interesuje?”, pytam. Policjant zostawił mnie na chwilę i poszedł szukać oficera. Wrócili jeszcze z dwoma innymi i bez słowa zaczęli wyciągać wszystko z wozu. Otworzyli siedemdziesiąt woreczków z próbami i nic nie znaleźli.
Bogota, 14 IX 1968
Dziś wreszcie otrzymaliśmy Wasz list. Zaczęliśmy już się martwić, że może coś nieprzyjemnego u Was zaszło. No, dobrze, że u małej wszystko przeszło w porządku i jest już zupełnie zdrowa. Co za czasy: dzieci pętają się po świecie, a starzy siedzą w domu. Co do Twojego kuzyna, to o ile sobie przypominam, on już Was kiedyś nabrał, tak że postanów sobie wreszcie nie dać się więcej naciągnąć. Po prostu nie pisz do niego i nie odpowiadaj na jego listy. Ostatecznie nie masz wobec niego żadnych moralnych zobowiązań. Można ludziom bez tego też pomagać, ale co najmniej nie powinni być draniami.
Myśmy tutaj też pilnie śledzili rozwój wypadków w Czechosłowacji, ale tak prawdę mówiąc, należało się tego spodziewać. Przecież nikt nie był na tyle naiwny, żeby myślał, że ktoś ujmie się za jakimś tam małym państewkiem i chyba sami Czesi też się tego nie spodziewali. Mają już zresztą doświadczenie w tych sprawach. Na Zachodzie ubija się na tym swój interes propagandowy - będą pisać, jacy to komuniści są podli i oni szlachetni , a potem przyjdą inne sprawy. Kto dziś porusza sprawę Węgier? Myślę, że na Węgrzech też nie mówi się o tym. Partie komunistyczne na Zachodzie oburzają się, ale to też im przejdzie. Przeżyli już większe kryzysy: procesy, na których przywódców ogłoszono za zdrajców i sojusz z Niemcami, i sprawę Węgier, i oficjalne oświadczenia o zbrodniach okresu stalinowskiego. Tak, jak Rosja kiedyś eksploatowała ideę panslawizmu, tak dziś na większą skalę eksploatuje ideę międzynarodowego proletariatu. Tylko młodzi ludzie mogą się na takie rzeczy dać nabrać. Cele starożytnego Rzymu były takie same, jak dziś USA czy Rosji - zmieniły się tylko metody. Pamiętasz wiersz Majakowskiego „Lewa” - tam powtarza się refren „kto tam prawą rusza - lewa, lewa, lewa”. No i Czesi spróbowali poruszyć prawą. Wzięli na serio tę całą teorię o wolności sumienia i na temat ogródka, w którym mogą rosnąć kwiatki.
Może śledziliście w prasie rozruchy studenckie w Polsce w ubiegłym roku[i]. Polska prasa jako jednego z ich głównych sprawców ogłosiła Zygmunta Baumana, profesora socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. To mój kolega jeszcze z czasów szkolnych. Na podstawie nazwiska sami się domyślacie, że nie jest on Dońskim Kozakiem. W marcu tego roku wywalili go z Uniwersytetu. Przed trzema tygodniami przeczytałem wywiad przeprowadzony z nim w hebrajskiej gazecie. Napisałem do niego list i wysiałem mu 500 dolarów (jako pożyczkę). Dostałem już odpowiedź. Przyjechał z rodziną do kraju przed dwoma miesiącami i dostał pracę na Uniwersytecie w Tel Avivie. Dali mu katedrę w jego dziedzinie. On też przejął się na serio całą tą ideologią. Jeszcze podczas pobytu w Polsce, kiedy był tylko adiunktem, miałem z nim dyskusję i twierdziłem, że on i wszyscy teoretycy rasem z przywódcami nie wiedzą, co naród myśli o przemianach i metodach, jakie zachodzą w kraju i prawdę mówiąc ich to nie interesuje, bo dla nich ważne jest tylko, jak na to patrzą na Kremlu. Chłopak był ze mną szczery i nie udawał - był oburzony tym, że mogę tak myśleć. Kiedy żegnałem się z nim nie mógł zrozumieć, jak mogę opuszczać kraj z takim pięknym ustrojem, który dał mi faktyczne równouprawnienie i takie możliwości. Oczywiście, w liście do niego nie było żadnej aluzji na ten temat. Prawdę mówiąc nie odczuwam nawet żadnego zadowolenia - wyrosłem z tego. Wiem, że to, co mówił i robił było z przekonania, że to jest słuszne. Wiem, że to jest jego osobista tragedia, kiedy się przekonał, że ten piękny ustrój wcale nie jest taki piękny. Zresztą nie on pierwszy i nie ostatni. Myślę, że Rosjan ocenili prawidłowo prości ludzie. Pamiętasz tego chłopca, który był ze mną we wojsku? On mówił: do d... z tą całą ideologią, z tym się nie żyje, żyje się z ludźmi. Popatrz na nich[ii], jak się rzucają na szmaty i jak się zachowują. Jeżeli po dwudziestu pięciu latach tego ustroju tak wyglądają, to co wart jest ten ustrój? Może to dobre dla nich, ale nie dla mnie. Byliśmy w tym samym wieku, ale on był mądrzejszy ode mnie co najmniej o piętnaście lat. Do chrzanu z tą całą polityką i filozofią - i tak nie mamy wpływu na te sprawy. To tylko takie idiotyczne przyzwyczajenie domyślenia.
Dzieci już wróciły pełne wrażeń i zachwytów[iii]. Zaluś tak ich przyjął, że nigdy bym go nie posadził o tyle ciepła - to był zresztą jego pomysł. Nie wiedzieli, co zrobić z dziećmi - on i jego żona wszędzie ich obwozili w wolne dni. Byli też u Borysa i u innych kolegów[iv]. Bardzo możliwe, że Zaluś z żoną przyjadą tutaj w zimie. Aha, w sprawie starych Mordkowiczów - wysłałem do Londynu, do kolegi, pięćdziesiąt dolarów, żeby nadał do nich przez PKO (tutaj nie ma). On to wstrzymał i napisał do mnie, że chyba nie wiem o fali antysemityzmu jaki zalał Polskę i że to może im zaszkodzić.
Napisałem mu, żeby natychmiast wysłał - co to może zaszkodzić starym ludziom? Teraz czekam na wiadomość od staruszków, że to otrzymali. Potem chcę im jeszcze wysłać. Napisz, czy to dla Ciebie nie będzie za dużo zawracania głowy. Przez Nowy York nie chcę wysyłać, bo nie chcę, aby Zaluś i Borys dowiedzieli się o tym[v]. Prawdę mówiąc, to starzy tego tak bardzo nie potrzebują, ale ważne jest, żeby wiedzieli, że się o nich pamięta. Z kraju kilka razy do roku wysyłałem im paczki, a stąd jest wprawdzie co wysłać, ale przesyłka strasznie dużo kosztuje - już lepsza jest forma pieniężna, choć nie jest w tym wypadku tak ładna.
Wróciłem teraz z terenu. Byłem na granicy z Wenezuelą i wstąpiłem tam. Pierwszy raz widzę tego rodzaju granicę. Między Wenezuelą i Kolumbią jest wielka różnica cen dochodząca do 200 i 300 procent. 0gólnie biorąc produkty miejscowe, jak żywność i odzież u nas są tańsze, a produkty importowano tam są tańsze. Wyobrażacie sobie, jakie możliwości istnieją dla szmuglu. Po stronie wenezuelskiej istnieje miasteczko sklepów nastawione na sprzedaż wyłącznie na klientów kolumbijskich, a po stronie kolumbijskiej miasteczko sklecone z szałasów, w których sprzedaje się do Wenezueli mięso, owoce i tekstylia. Na ogół jest tak, że na pograniczu po stronie Wenezueli mieszkają obywatele Kolumbii i przeciwnie. W ten sposób mają swobodę ruchów w obydwu krajach i korzystają z dobrodziejstwa, jakie dają obie strony granicy. Ja oczywiście też zrealizowałem mój mały szmugiel. Kupiłem konserwy śledziowe, których w Bogocie nie ma i filmy, które są tu strasznie drogie. Na lotnisku jest kilkukrotna kontrola, a przy wejściu do samolotu policjant starannie obmacuje każdego w poszukiwaniu broni. W Wenezueli łatwo jest o broń i jest tańsza, poza tym na tych liniach często zdarza się, że ktoś terroryzuje pilota i samolot ląduje na Kubie.
W ogóle kontrola osobista na drogach jest tutaj sportem bardzo popularnym. Demokracja - demokracją, ale zicher jest zicher[vi]. Kiedyś wracałem nocą domu i przed Bogotą patrol policyjny zatrzymał wóz. Musiałem wysiąść i jak za dobrych czasów założyć ręce na karku. Bardzo dokumentnie mnie obmacali. Po rewizji spytałem policjanta, czego właściwie szukają. Powiedzieli że broni. Więc pytam: „A kokaina Was nie interesuje?” Policjant zostawił mnie na chwilę i poszedł szukać oficera. Wrócili jeszcze z dwoma innymi i bez słowa zaczęli wyciągać wszystko z wozu. Otworzyli siedemdziesiąt woreczków z próbami i stracili jakieś pół godziny. Oczywiście nic nie znaleźli. Oficer uprzejmie spytał, dlaczego pytałem o kokainę. Powiedziałem, że chciałem tylko uzyskać informację - dla zaspokojenia ciekawości. Śmiali się i pozwolili nam jechać, ale kolega Kolumbijczyk powiedział mi, że mam szczęście, że nie zbili mi mordy i zawdzięczam to chyba temu, że jestem cudzoziemcem .Tu z władzami nie ma żartów, jeżeli się jest od nich zależnym. Teraz przy licznych rewizjach na drogach - tutaj posterunki celne są też wewnątrz kraju - odpowiadam na wszystkie pytania poważnie i do rzeczy. Nie warto ryzykować.
Kraj, jak Wam już pisałem, jest piękny, ale jacy ludzie. Te wszystkie dupele[vii], które ostatnio pisano w Waszej prasie, to nie całkiem prawda. Żadnych specjalnych okropności tu nie ma, ale ludzie niczego nie biorą tu na serio. Nie ma dnia, żeby w prasie nie pisano na temat jakiegoś nowego prawa, które zrewolucjonizuje tu życie. Stale ogłasza się nowe, rewelacyjne plany gospodarcze, która uzdrowią stosunki. Po kilku dniach już zapominają o tym i na tapecie mają nowy plan. Na przykład w dziedzinie górnictwa istnieje tyle praw, że nie ma skrawka wolnej ziemi, na której państwo mogłoby coś eksploatować. Zawsze, jak chce się coś zrobić, to znajdzie się ktoś, kto ma do togo prawo, jeśli ma dobrego adwokata. I wtedy żąda odpowiedniej rekompensaty. Oczywiście za takim facetem stoi zazwyczaj ktoś odpowiednio ustosunkowany, który ma w swoim drzewie genealogicznym kilku bohaterów narodowych.
W prasie znów zaczynają pisać na temat Francji - trudno połapać się, o co tam idzie i czego chcą studenci. U nas - wiemy to z listów i z prasy - też nie za bardzo wesoło i kto wie, kiedy to się skończy i jak. Myślę że na ten temat macie więcej informacji i bardziej bezpośrednich. Ja mam ciągle wrażenie, że jesteśmy zbyt wielkimi demokratami, ale na ten temat już kiedyś pisaliśmy.
Życzymy szczęśliwego Nowego Boku i dobrego zakończenia konfliktu w naszym rejonie. Mocno całuję i pozdrawiam .Jakie plany mają dziewczęta?
Noach
[i] Lasman myli się tu, demonstracje studentów w Polsce odbywały się w marcu 1968, a nie w 1967 roku.
[ii] Autor listu ma na myśli zachowanie żołnierzy Armii Czerwonej, którzy przyszli do Polski w 1944-1945 roku.
[iii] Mowa o Marku i Hanie Lasmana, które letnie wakacje 1968 roku spędziły w Nowym Jorku i USA u Zalusia Mordkowicza, poznaniaka i przyjaciela ich ojca z młodości i wojny.
[iv] Mowa o Borysie Mordkowiczu, bracie Zalusia i kolegach Lasmana z dzieciństwa w Poznaniu.
[v] Zaluś i Borys byli synami Chany i Chaima Mordkowiczów.
[vi] Sicher ist sicher (niem.) - lepiej dmuchać na zimne, lepiej nie ryzykować.
[vii] Prawdopodobnie chodzi o słowo duperele, tu w znaczeniu: bzdury.
Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera
CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:
* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.
* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.
* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.
*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.