logo l

Kawalkada nierobów

Co do Twoich uwag na temat mojej ciekawej pracy, to się uśmiałem. Każdy czuje swój garb i widzi zalety cudzego zajęcia. W ubiegłym roku miałem prace w okresie deszczowym w okolicy, gdzie było pełno siklaw i musiałem pobierać próby co dwa metry wzdłuż potoków. Pięliśmy się po linach na stro­mych ścianach i na łeb sikała nam kubłami woda. To dobrze jest wspominać, ale robić to w 45 roku życia? 


 

Bogota, 22 IV 1969

Moi Drodzy!

Wróciłem przed godzina z terenu, gdzie przebywałem tydzień i zastałem Wasz miły list. Ponieważ przyszłe dni, jak przewiduję, będę miał bardzo zajęte, więc odpisuję na gorąco.

Świetnie, że jesteś tak bardzo zajęty - nie tylko ze względów finansowych, ale przede wszystkim ze względów moralnych. Wielu z nowo przybyłych na pewno Ci tego zazdrości. Co do propozycji przyjęcia pracy w Hajfie trudno mi radzić i to, co napiszę, jest Wam na pewno znane. Hajfa jako miasto jest najpiękniejszym w kraju i jeżeli to jest nowa katedra na tamtejszym Uniwersytecie, to jasne, że będziesz ją mógł zorganizować tak, jak Ty chcesz i będziesz się czuł panem na własnych śmieciach. To jest bardzo ważne. Istnieje tutaj jednak jed­no ale (może więcej). Możliwe, że tamtejsze władze uniwersyteckie chcą utworzyć katedrę dla prestiżu i nie przydziela środków na odpowiednie prowadzenie prac? To warto z góry uzgodnić. No i w ogóle jaką wolność w zorganizowaniu tej katedry Ci dadzą? Doprawdy trudno radzić tak na odległość i do tego nie znając całej sytuacji.

Co do Twoich uwag na temat mojej ciekawej pracy, to się uśmiałem. Każdy czuje swój garb i widzi zalety cudzego zajęcia. Doprawdy, przyjemnie jest oglądnąć od czasu do czasu jakiś wodospad, ale czy Ty myślisz, że po oglądnięciu dziesiątków wodospadów ja jestem taki czuły na ich piękno? W ubiegłym roku miałem prace w okresie deszczowym w okolicy, gdzie było pełno siklaw i musiałem pobierać próby co dwa metry wzdłuż potoków. Pięliśmy się po linach na stro­mych ścianach i na łeb sikała nam kubłami woda. To dobrze jest wspominać, ale robić to w 45 roku życia? Kiedy pracowałem na Madagaskarze otrzymałem list od koleżanki z Instytutu, w któ­rym pisała, że zazdrości mi tej romantyki w dżungli. Odpisałam jej, że po moich doświadczeniach doszedłem do wniosku, że nie ma rzeczy bardziej romantycznej, jak położyć się z żona do czyste­go łóżka o szerokości metr i czterdzieści centymetrów pod trwałym dachem, przez który woda nie przecieka.

Kiedy wybierałem kierunek studiów chciałem iść na historię i dziś czasem żałuję, że tego nie uczyniłem. Sądzę, że byłbym dobrym historykiem. Doprawdy, nie masz czego żałować. Pojedziesz na kilka miesięcy w świat, w każdym mieście będą Cię oczekiwać, obwozić, zamieszkasz w czystym hotelu itd. Myślę, że gdybyśmy się zamienili miejscami pracy, to po dwóch, trzech miesiącach każdy z nas wróciłby z radością do swojej pracy. Ostatecznie obaj wpadliśmy nieźle, tylko jak w naszej pierwszej Ojczyźnie się mówi, „przyjemnie jest narzekać”.

Z forsą masz czas się martwić, jak wrócisz z tej wizyty po świecie - chyba będziesz wtedy nieco bogatszy. Na razie nie zawracaj sobie tym głowy i śpij spokojnie.

Pracowałem ostatni tydzień w departamencie o nazwie Antiochia. To była praca wstępna, mająca na celu tylko ocenę tych wiadomości, które są znane. Na ogół możliwości tych złóż, które tu oglądałem, są przecenione. W tej pracy są zainteresowane gospodarcze instytucje lokal­ne i pierwszego dnia przedłożyli mi listę osób i instytucji, z którymi ich zdaniem powinienem mówić. Zorientowałem się od razu, że będę musiał wypić dużo kawy i zaproszą mnie do wielu lokali, ale stracę cały tydzień. Wykreśliłem większość wizyt, a Ci, z którymi rozmawiałem, też nie wzbogacili moich wiadomości. Najgorsze było to, że w pole wybrało się ze mną kilku dyrek­torów i naczelników rożnych wydziałów władz departamentalnych - myśleli, że to majówka. W mieście powiatowym dołączyła do nas połowa pracowników komunalnych i pojechaliśmy sześcioma samochodami do wsi położonej blisko przypuszczalnego złoża. Tam oczekiwał nas miejscowy ksiądz z proszonym obiadem - w tym oni są mocni. Oczywiście zamówionych dwudziestu kilku koni nie dostarczono i do złoża wybrałem się pieszo. Błogosławiłem deszcz, który spadł i zmoczył też dygnitarzy. To ich zniechęciło od towarzyszenia mi do innych miejscowości - i dalej, w innych okolicach, kontynuowałem prace sam. Cholernie nie znoszę, jak mi towarzyszy taka kawalkada nierobów i do tego wtedy, kiedy sam niedużo wiem na temat, który ich interesuje.

slajde Kolombia 3008 znak

To było właśnie w tej dzielnicy, o której kiedyś pisałem Wam, że jej mieszkańcy szczycą się, że ich przodkami byli przechrzczeni Żydzi. Jeśli idzie o wygląd, to przeciętny Żyd polski wygląda przy nich jak stuprocentowy Aryjczyk, ale tak wygląda każdy południowy Amerykanin - chyba, że ma dużą domieszkę krwi murzyńskiej lub indiańskiej. Podobno w oddziałach konkwistadorów, które tutaj dotarły, było wielu Żydów hiszpańskich. Na dowód przytaczają nazwiska wspólne dla Żydów sefardyjskich i Hiszpanów, i nazwy starych miejscowości, które mają swoje źródło w Biblii: Belén[i], Juruzalen, Palestina, Jordan.

I związku z tym przypomniało mi się, że spotkałem tutaj Amerykanów - członków sekty mormonów. Oni mają jakąś zwariowaną teorię, że po upadku Pierwszej Świątyni plemię Efraim wsiadło na łodzie i wszyscy z dziećmi i kobietami dotarli do Ameryki, i tutaj dali początek wszystkim kulturom indiańskim. Każdy mormon uważa się za apostoła, przekonuje każdego napotkanego o swojej racji i sypie argumentami, często naciągniętymi. To jest bogata sekta i wydaje dużo forsy na prace archeologiczne, które mają udowodnić, że ich teorie są prawdziwe. Szukają też z zapałem dowodów paleontologicznych, na przykład, że koń nie jest zwierzęciem importowym Europejczyków, ale istniał tu od czasów prehistorycznych. Tak samo szukają dowodów w wierzeniach Indian, ich zwyczajach i w ogóle wszędzie, gdzie można. Są jednak wariatami sympatycznymi i myślę, że nieszkodliwymi. Żydów uważają za bliskich sobie duchowo, może dlatego, bo też często jesteśmy wariatami.

Przeczytałem jeszcze raz Twój list. Bardzo niewyraźnie piszesz - delikatnie mówiąc masz wyrobiony charakter pisma - i piszesz, że w Hajfie chciałbyś zatrudnić swoich uczniów z Polski. Wydaje mi się niesłuszne stworzyć jakąś polską szkołę z wyłącznie polskimi asystentami. Jestem przekonany, że wcześniej czy później będziesz miał z tego powodu nieprzyjemności. To mi się wydaje takie naturalne, że może źle zrozumiałem to, co napisałeś. W każdym bądź razie pomyśl nad tym, bo moim zdaniem w kraju jest ładne to, że zjeżdżają się ludzie z całego świata, z rożnych szkół i każdy wnosi coś nowego. Myślę, że propozycja objęcia pracy w Hajfie jest okazją, ale powinieneś omówić wszystkie szczegóły wcześniej.

W domu wszystko w porządku. Do Jerozolimy zajedziemy chyba w końcu sierpnia lub na początku września. W pierwszej połowie sierpnia będziemy w N. Yorku. Tam chcę też dokonać po­ważniejszych zakupów. Może też Ci wypadnie być w N. Yorku w tym samym czasie?

O Adasiu Sędziejewskim[ii] - za moich czasów mieszkał w Hajfie i pracował w Solel Bone. Czyżby teraz przeniósł się do kibucu? Jedno zdjęcie z Lab-bauer mam i jeśli to jest to, to  pochodzi ono ode mnie; przed wielu laty wykonałem odbitki i rozdałem; ale możliwe, że to jest inne. Tutaj pracuje jeden Izraelczyk, który też Ciebie zna i pozdrawia. Atir - poznał Ciebie w Warszawie na jakimś kongresie czy zjeździe - był przedstawicielem z ramienia UNESCO. Był z Tobą w jakiejś komisji roboczej. Mówi po polsku, ponieważ pochodzi z Przemyśla.

Co do tej polityki, to jasne jest, że Ty czasami musisz się wypowiedzieć na niektóre delikatne tematy i to należy do ryzyka zawodowego. Zdaje się, że kiedyś w Polsce mówiłem Tobie, że mój zawód jest o tyle dobry, że nie mam dużo do czynienia z ludźmi - unikam tego, choć nie zawsze się udaje. W Polsce miałem kiedyś scysję z jakimś ekonomistą z Warszawy - Lewin się nazywał. Przyjechał do Poznania i przedstawił plan, gdzie należy zbudować nowe, duże cegielnie. Znałem te regiony i powiedziałem o jednym miejscu, że tam nie ma dobrych glin i nie warto bazować na tamtych złożach dużych inwestycji. Na to on: „Towarzyszu, partia żąda - rozumiecie”. Ponieważ jestem szybki w pysku, więc mu odpowiedziałem: „Ja to doskonale rozumiem, ale dlaczego partia nie zaplanowała tego w miocenie[iii]?” Wiem, że potem mówił w tej sprawie w Dyrekcji, ale jakoś nieprzyjemności nie miałem. W Izraelu też miałem już na pieńku z rożnymi ważnymi, raz nawet grozili mi sankcjami, ale przełożeni wybronili mnie. Ostatecznie w moim wypadku czyni to tylko życie bardziej zajmującym. Poważniejsze problemy zostawiam innym i nikt mnie o zdanie nie pyta - co wychodzi mnie i innym na zdrowie.

No, dość tego wspominania, bo może Was to też nudzi. Na wszelki wypadek  szczęśliwej podroży i powodzenia w tym rajdzie wokół świata. Serdeczne pozdrowienia i ściskam całą la familie[iv]. Clila i dzieci też przesyłają pozdrowienia.

Noach

 

[i] Belén - Betlejem.

[ii] Adam Sędziejewski - poznaniak, kolega Lasmana sprzed wojny. Jego rodzice mieli sklep kuśnierski przy Starym Rynku. Sędziejewski przeżył w Rosji, był żołnierzem I Armii Wojska Polskiego, po wojnie pozostał w kraju. Wyemigrował do Izraela po Odwilży roku 1956.

[iii] Miocen - najstarsza epoka neogenu, epoka wielkich przemian geologicznych skorupy ziemskiej, trwała w okresie 23-5 mln lat temu.

[iv] la familie (franc.) - rodzina.

LIST DO ZYGMUNTA BAUMANA W IZRAELU

Noach Lasman i Zygmunt Bauman, znany polski i brytyjski socjolog oraz filozof, byli kolegami z klasy w przedwojennym liceum Bergra w Poznaniu. Spotkali się ponownie po wojnie, w latach 40. i do wyjazdu Lasmana z Polski w 1957 roku utrzymywali ze sobą kontakt. Lasman wspomina o tym w przytaczanym tu liście z dnia 14 września 1968 roku.

Latem 1968 roku z Polski, wskutek rozpętanego przez komunistów antysemityzmu i na fali pomarcowej emigracji Żydów, z Polski do Izraela wyjeżdża także Zygmunt Bauman z rodziną. Lasman odezwał się wówczas do niego odnawiając kontakt. Zamieszczamy parę listów Lasmana do Baumana z tamtego okresu.

 

Projekt
CHAIM/ŻYCIE

Fundacja Tu Żyli Żydzi, Poznań


Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania  #poznanwspiera

CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:

* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.

* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.

* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.

*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".

Kontakt

  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



© 2020 Fundacja Tu Żyli Żydzi. Strony Trojka Design.