On wewnętrznie dużo się nie zmienił. Stał się tylko bardziej łagodny. Zawsze dawniej, przynajmniej zewnętrznie, był szorstki. Teraz potrafi być serdeczny i nawet tkliwy. Poza tym zamerykanizował się. Mówi na temat pieniędzy i różnych interesów - gdzie lokuje pieniądze i co warto kupić, a co nie.
Bogota, 8 III 1969
Otrzymaliśmy przed kilku dniami Wasz list i oczywiście dobrze jest, że zdrowotnie wszystko u Was w porządku. Zaluś i Mary byli u nas osiem dni i wyjechali przed dwoma tygodniami.
Mimo, że przedtem słyszałem, że Zaluś jest tęgi, to jednak nie mogłem sobie tego wyobrazić. Nie przypominam sobie, bym znał jakiegoś tęgiego Mordkowicza. Ale to prawda. Wygląda wspaniale: wysoki, tęgi, bez zmarszczki na twarzy, elegancko ubrany, trzyma się prosto. Przywitaliśmy się na lotnisku tak, jakbyśmy się widzieli dopiero niedawno. Dopiero potem, w domu, kiedy zjedliśmy i wypiliśmy (specjalnie na tę okazję otworzyłem butelkę szampana), rozgadaliśmy się. On wewnętrznie dużo się nie zmienił. Stał się tylko bardziej łagodny. Zawsze dawniej, przynajmniej zewnętrznie, był szorstki. Teraz potrafi być serdeczny i nawet tkliwy. Poza tym zamerykanizował się. Mówi na temat pieniędzy i różnych interesów - gdzie lokuje pieniądze i co warto kupić, a co nie. Co prawda dawniej nie mieliśmy okazji mówić na takie tematy.

Mary jest bardzo sympatyczną, korpulentną blondynką, mówi nieźle po żydowsku, ale używa masy angielskich wyrażeń. Ona bardzo dba o Zalusia i on się jej bardzo słucha, co mi wydało się bardzo dziwne. Wy znacie go jeszcze lepiej i Wam chyba wyda się to jeszcze dziwniejsze, ale to prawda. On ma apetyt jak dawniej i jak dawniej lubi zjeść to, na co ma ochotę, ale w Ameryce nie jest to takie proste. Tam lekarze muszą dobrze żyć i u każdego coś znajdą. Mary zmusiła Zalusia do pójścia do lekarza i on stwierdził, że Zalusiowi powinno ubyć na wadze. Moim zdaniem on jest zdrów jak koń, ale w Ameryce jest w dobrym tonie, jak człowiek ma jakąś dolegliwość. Mary uważa na niego, by nie jadł ostrych rzeczy, tłustego mięsa ani smażonego, ani dużo chleba, ani fasoli i w ogóle wszystkiego, co ja uważam, że jest dobre. On jej się słucha, ale po cichutku zapycha, jak za dawnych czasów.
Mary jest bardzo elegancka i energiczna. Chce wrócić do pracy, ale Zaluś jej nie pozwala. Ukończył jakiś specjalny kurs dla inżynierów-elektryków i ma teraz dostać w tej samej instytucji bardziej odpowiedzialną pracę. Rozmawialiśmy bardzo dużo, przypominaliśmy sobie stare historie i kawały, i śmieliśmy się, jak opętani. Mary mówiła, że zachowujemy się zupełnie jak dzieci.
Oglądnęliśmy Bogotę i okolice - wszystko, co było interesujące. Potem pojechaliśmy 300 kilometrów na południe do jednej miejscowości, która nazywa się San Agostin, oglądnąć archeologiczne zabytki indiańskie. Mary urodziła się wprawdzie w Ameryce, ale po raz pierwszy widziała coś z tych rzeczy. Po drodze oglądnęli Kordyliery Wschodnie i Środkowe, i w dolinie rzeki Rio Magdalena obszary tropikalne, plantacje kawy i owoców tropikalnych. Oni wprawdzie zwiedzili już kilka krajów, ale tego jeszcze nie widzieli, bo zawsze byli w hotelach, w miastach. Chciałem jeszcze zabrać ich na walkę byków, ale Mary i Clila się sprzeciwiły. Stąd wyjechali na tydzień do Jamajki, gdzie mieli zarezerwowany hotel i stamtąd mieli wrócić do Nowego Yorku.
O Borysie mówili, że ma bardzo odpowiedzialną pracę w jakiejś dużej fabryce wind, ładnie zarabia i dobrze mu się powodzi. Żona bardzo o niego dba i mają ładny, duży dom na przedmieściu Nowego Yorku. Jedyny problem to to, że Borys ma daleko do pracy i traci masę czasu na dojazd do pracy i na powrót do domu. To jest tam problemem dla większości ludzi. Zaluś dlatego dotychczas nie zmienił mieszkania, bo ma blisko do pracy i jedzie tylko kilka przystanków autobusem.
Mówili też o innych znajomych i kolegach z Poznania. Pani Bergman wyszła po raz drugi za mąż i mieszka pół roku w Nowym Yorku i pół roku na Florydzie, w Miami. Bronek ożenił się z jakąś Włoszką i ma biuro porad podatkowych, a Gieniek[1] tłumaczy techniczną literaturę rosyjską, polską, niemiecką i włoską na angielski i podobno pięknie zarabia. Julian Fajngold[2] ma zakład malarstwa użytkowego i idzie mu bardzo dobrze.
U nas wszystko w porządku, ja pracuję, dzieci się uczą, Cliła skończyła teraz kurs języka angielskiego. Z Zalusiem i Mary swobodnie rozmawiała po angielsku.
Mocno Was całujemy i pozdrawiamy. Na czas ich pobytu wziąłem urlop, ale natychmiast po ich wyjeździe wróciłem do pracy. Napiszcie, czy potrzebujecie cokolwiek, to postaram się wysłać. Postarajcie się odpowiedzieć bez zwłoki.
Noach
[1] Bronek - Brian i Geniek - Eugene to synowie Sary i Pejsacha Bergmanów, którzy wraz z matką przeżyli wojnę i w 1949 orku wyemigrowali do USA.
[2] Julian Fajngold - Fajngoldowie mieszkali przed wojną w Poznaniu przy ul. Półwiejskiej, Julian uczył się sztuk plastycznych. Rodzina przeżyła wojnę w Rosji Radzieckiej.
Chana i Chaim Mordkowiczowie pochodzili z łódzkiego, po I wojnie światowej osiedli w Poznaniu. Mieszkali przy Wielkich Garbarach 45 (dziś ul. Garbary), Chaim był znakomitym cholewkarzem ortopedycznym. Gdy wybuchła wojna Lasmanowie ściągnęli Mordkowiczów z Warszawy, dokąd trafili, do niedużych Łosic - miasteczka sto kilometrów na wschód od stolicy, gdzie na prowincji znaleźli spokojniejsze schronienie. W akcji likwidacji społeczności żydowskich na Podlasiu latem 1942 roku zginęła cała rodzina Lasmana. Mordkowiczowie przetrwali wysiedlenie z getta w ukryciu. Przygarnęli Noacha - spędził z nimi dwa lata w leśnej ziemiance, aż do wyzwolenia latem 1944 roku. Chanę Mordkowiczową Lasman nazywał swoją „drugą matką” i do wyjazdu w 1957 roku z Polski często odwiedzał ją i jej męża w Łodzi, gdzie mieszkali po wojnie. Po śmierci Chaima w 1971 roku, Chana wyjechała do synów w USA, zmarła w 1978 roku.
Zaluś i jego brat Borys byli dla Lasmana niemal jak bracia. W poniższym liście Lasman opisuje im spotkanie z Zalusiem w Kolumbii - pierwsze od 1946 roku. I pisze parę słów o małej społeczności Żydów poznańskich w USA.
Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera
CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:
* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.
* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.
* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.
*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.