Teraz odbywa się tutaj polowanie na czarownice. Zamknięto wiele szkół pod pretekstem, że nauczyciele wpajają wychowankom idee marksistowskie. Winnymi są z zasady nauczyciele-cudzoziemcy ze Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii i Italii; często są to księża lub zakonnice. Szkoda, że nieboszczyk Marks nie doczekał tych czasów, kiedy propagatorami jego idei są księża.
Wiosna 1969
Minęły już blisko dwa lata od czasu, kiedy zacząłem tu pracować i niedługo wracamy do domu - pod koniec sierpnia zajedziemy do Jerozolimy. Prace miałem tutaj zajmującą i ciekawą, ale teraz chętnie ją zamienię, żeby jakiś czas popracować w warunkach bardziej normalnych.
Tutaj, mimo że zaangażowano mnie jako doradcę, to po zaprojektowaniu jakiejś pracy, jeżeli chcę, aby to zostało wykonane, muszę sam pracować w polu. Kolumbia o tyle rożni się od zacofanych krajów w Afryce, które znam, że tutaj jest dość dużo ludzi, którzy ukończyli uniwersytet i to również w zakresie geologii. Nawiasem mówiąc, to wydział geologii istnieje tutaj znacznie dłużej niż w Kraju. Problemem jest jednak, że tutaj nie kończy się studiów po to, by pracować naukowo. Na ogół kończą studia ludzie, którzy z racji urodzenia nie są zmuszeni do pracy zarobkowej i szukają posady związanej wprawdzie z zawodem, ale nie wymagającej pracy geologa. Jeżeli facet jest z odpowiedniej rodziny, to idzie do pracy w ministerstwie i jest potem człowiekiem kompetentnym. Inni idą do pracy w tutejszym Instytucie, ale starają się piąć po linii administracyjnej. Prace w polu pozostawiają innym, to znaczy młodym lub frajerom z zagranicy.
Wśród tutejszej inteligencji jest bardzo w modzie mówić o niesprawiedliwości społecznej, która rzeczywiście jest ogromna. Winy na ogół jednak nie szukają w sobie - za to właśnie oni siłą rzeczy są najbardziej zainteresowani w utrzymaniu istniejących stosunków społecznych - ale winna jest zawsze Ameryka. Jeżeli eksploatacja nafty jest w rękach wielkich towarzystw amerykańskich i umowa w jakichś tam punktach nie jest korzystna dla Kolumbii, to winna ich zdaniem jest Ameryka. Jeżeli ceny kawy spadają - to jest ich główny towar eksportowy - to też jest winna Ameryka. W ogóle to Stany Zjednoczone odgrywają tutaj rolę Żyda - z tą różnicą, że przy najlepszej woli nie można urządzić pogromu. Prawdą jest, że duża część przemysłu jest w rękach towarzystw amerykańskich, ale do dzisiaj tutejsi bogacze wolą lokować swoje dochody pochodzące z ziemi w bankach amerykańskich lub europejskich, i w ten sposób kapitał, który mógłby się przyczynie do rozwoju kraju - odpływa za granicę.

Przedsiębiorstwa obce są, oczywiście, zainteresowane w otrzymaniu jak najlepszych warunków i gwarancji od państwa. Uzyskują to często drogą przekupstwa - jakiś wpływowy człowiek miejscowy bierze w jakiejś formie łapówkę. Potem zarzuca się cudzoziemcom, że demoralizują łatwowiernych Kolumbijczyków.
W ostatnich tygodniach odbywa się tutaj polowanie na czarownice. Zamknięto wiele szkół, głównie ekskluzywnych, dla bogatych dzieci, pod pretekstem, że nauczyciele wpajają wychowankom idee marksistowskie. Winnymi są z zasady nauczyciele-cudzoziemcy ze Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii i Italii; często są to księża lub zakonnice. Szkoda, że nieboszczyk Marks nie doczekał tych czasów, kiedy propagatorami jego idei są księża. Tak samo z kościołów i zakonów odchodzą lub są usuwani duchowni - marksiści. Jest tutaj nawet jeden bohater ksiądz, który zginął przed trzema laty w guerilii[1].
Sama guerilla jest tutaj bardzo słaba i do tego podzielona na zwolenników linii Castro, rosyjskiej i chińskiej. Oni mają moralne poparcie studentów, ale mało słychać o studentach, którzy czynnie poparliby swoje ideały. Ograniczają się do pyskowania i do demonstracji ulicznych. Na ogół rezygnują ze swoich ciągotek lewicowych z chwilą, kiedy kończą studia, idą do pracy i otrzymują pierwszą płacę.
Różnica między płacą za pracę umysłową i fizyczną jest ogromna. Na przykład robotnik w kopalni zarabia 500-600 pesów miesięcznie, a inżynier pięć, siedem tysięcy pesów. Przy tych niskich płacach brak jednak pracy dla wszystkich. W ostatnich dwudziestu pięciu latach ludność kraju podwoiła się i jak twierdzą ekonomiści, państwo nie zdąży dostarczyć miejsc pracy, a to hamuje rozwój ekonomiczny kraju. Do miast napływa masa ludzi z prowincji, niemal z reguły bez zawodu. Każde duże miasto ma piękne centrum i ładne dzielnice mieszkalne dla bogatych, ale otoczone jest wieńcem slumsów, gdzie w budach z drewna, blachy i tektury gnieżdżą się wielodzietne rodziny, nie wiadomo z czego żyjące. Te dzielnice przeważnie nie mają kanalizacji ani wody, ani światła.
Na wsi naród jest na ogół bardzo biedny, ale nie głodny. Istnieją tutaj okręgi starej kolonizacji na obszarach wysoko położonych, miedzy 1500 a 3000 metrów - tutaj to nazywają „tierra fría”[2], gdzie obok dużej własności ziemskiej istnieją gospodarstwa małe, o wielkości jeden do trzech hektarów, które później dzieli się jaszcze pomiędzy liczne dzieci. Sytuacja jest podobna do tej, jaka była przed wojna w Galicji, z tą różnicą, że nie ma tu nawet tamtego biednego przemysłu i emigracja jest bardzo mała. Z drugiej strony jest tu obszar sawann, który prawie w całości można zaadaptować dla rolnictwa, ale na razie jest niemal bezludny. Obszar ten jest wielkości Polski i nie jest bezpański. Należy głównie do wielkich latyfundystów. Znam tu rodzinę, która ma 450 000 hektarów ziemi.
(…)
Noach
[1] Guerilla (hiszp.) - partyzantka.
[2] Tierra fría (hiszp.) - zimna ziemia. Region w Ameryce Łacińskiej w sferze tropikalnego klimatu, gdzie temperatura zmienia się gwałtownie wskutek dużej wysokości, na które znajduje się ten region. W takim regionie znajduje się m.in. Bogota - leżąca na wysokości 2640 m npm.
Meir Mały pochodzi z Chmielnika w Górach Świętokrzyskich, przeżył wojnę w Rosji. W pierwszych latach po wojnie był jednym z kierowników kibucu Haszomer Hacair w Wałbrzychu. Pod koniec lat 40. XX wieku przyjechał do Izraela i osiadł w kibucu Yakum, gdzie mieszka do dzisiaj. Z Lasmanem był w bliskiej przyjaźni i częstym kontakcie.
Poniższa kopia listu nie zachowała się w całości, stąd nie można go dokładnie datować. Z kontekstu wynika, że został napisany wiosną 1969 roku.
Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera
CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:
* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.
* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.
* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.
*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.