logo l
Madagaskar 1963-1964

Patrzą, macają, ciągną, nie wierzą i znów ciągną. Co to jest?

Oni myślą, że wszystko, co mam na sobie: spodnie, koszulę, zegarek i to, czym pracuję: młotek, kompas czy pióro, którym piszę, te nylonowe woreczki z gumkami, a nawet samochód, którym przyjeżdżam - że to wszystko, wszystko ja sam wykonałem.


Vatomandry, 12 XI 1963

Kochane bękarty!

Mama pisze, że gniewacie się na mnie, że do Was nie piszę. Po pierwsze, każdy list jest dla całej rodziny. Po drugie, każdego tygodnia pisałem do Was specjalnie i mama na pewno Wam czytała. A po trzecie: to tak myślicie o tacie? To tata tutaj pracuje, a Wy się gniewacie? Już żeście dranie zapomnieli, kto Was na rękach nosił, jak jeszcze w majtki siusialiście i kto Wam klapsy dawał. To nieładnie, ale mniejsza o to. Rozliczymy się za to, jak wrócę i każde z Was da mi pięć ciumów więcej niż chce.

Od dwóch dni pracuję tu z piętnastoma robotnikami, którzy mieszkają stale w dżungli i żadnego tutejszego miasta nawet na oczy nie widzieli. Mówią tylko po malgasku. Ja im coś tłumaczę w moim francuskim, bo wiem, że po hebrajsku ani po polsku na pewno nie zrozumieją, oni mi odpowiadają „ham”, „ham”, co znaczy „tak”. No ale potem robią coś całkiem innego. Więc wołam mojego pomocnika Malgasza i po francusku tłumaczę mu, czego chcę. On im tłumaczy po malgasku, potem jest dużo śmiechu i zaczynają pracować. Ale oni są prości i sympatyczni. Smażymy sobie codziennie ryby i gotujemy kawę na maszynce gazowej. Oni patrzą i nie rozumieją - powietrze się pali? Bo przecież drewna nie ma pod spodem - co za cuda? Czego ci biali nie wymyślą - zaczynają szeptać między sobą. Podchodzą bliżej, znów patrzą i nagle wybuchają śmiechem, jakby ich ktoś drapał pod pachami. Po kilku minutach wracają do pracy. Ale za każdym razem kiedy zapala się maszynkę przychodzą i patrzą. Jaki tam diabeł siedzi? Nie mogą się nadziwić, że na takim czymś może się coś usmażyć.

dia 20 Afryka2 znak

Noach Lasman i jeden z Malgaszów z jego ekipy z talerzem usmażonych ryb

Dziś pobierałem próby. Mam woreczki nylonowe. Jeden poprosił, wziął do ręki, maca, pokazuje drugiemu, potem trzeci, czwarty. Gadają, patrzą pod słońce przez przezroczyste i znów śmiech, aż im się uszy trzęsą. Zaczynam pisać na woreczkach. Mam pióro z czarnym tuszem do wypisania numeru. Znów to samo. Śmieją się. Wołam więc jednego i pytam na migi, jak się nazywa. Mówi mi: Rabotowina. Biorę jego rękę i na całej długości wypisuję: RABOTOWINA. Czytać nie umieją, ale wiedzą, że jest pismo. Wszyscy pękają ze śmiechu, a ten z nazwiskiem chodzi dumny z wyciągniętą ręką: chyba nie będzie jej mył przez dłuższy czas.

Największą jednak sensację budzą gumki - takie zwykłe gumki, jakimi u nas wiąże się pęczki pietruszki. Nie wiem dlaczego: patrzą, macają, ciągną, nie wierzą i znów ciągną. Co to jest? Sznurek, ale się nie zrywa; ciągną i jest długi, puszczą i znów jest mały. Nie rozumieją. I po co to tym ludziom? Dopiero kiedy widzą, jak zawiązuję woreczki, wybuchają strasznym śmiechem - coś takiego?! Nie zdają sobie sprawy, że znają tysiące rzeczy, których my nie potrafimy zrobić. Każdy z nich wie, jakie owoce w dżungli i kiedy są dobre, i jak należy je przyrządzać. Przy mnie jeden Malgasz rzucił kijem i zabił ptaka, który zerwał się do lotu. Ja bym tego nigdy nie potrafił, nawet gdybym był bardzo głodny, a on? Jednym rzutem kija zdobył sobie mięso na obiad. Dla niego to nic. A jak łapią ryby? Zakładają pułapkę: są to dwa kosze jeden w drugim. Ryba wpłynie tam, ale wypłynąć nie może. Wodę przechowują w bambusach. Za talerze służą im liście palmy. Robią sobie sami wszystko, a czy my potrafilibyśmy sobie samym zrobić płótno, a potem, samym uszyć koszulę i zrobić do niej guziki? Nigdy. Oni jednak myślą, że wszystko, co mam na sobie: spodnie, koszulę, zegarek i to, czym pracuję: młotek, kompas czy pióro, którym piszę, te nylonowe woreczki z gumkami, a nawet samochód, którym przyjeżdżam - że to wszystko, wszystko ja sam wykonałem. I dlatego nie mogą się nadziwić. Oni nie wiedzą, że na świecie istnieją fabryki, a każdy biały człowiek umie tylko jedną rzecz, ale za to dobrze. I że wszyscy razem mogą dobrze żyć, ale każdy biały z osobna byłby zginął z głodu i zimna.

Wczoraj pierwszy raz pracowali u mnie i przyszli do tej pracy jak dzieci. Niektórzy bez łopat, a wszyscy bez jedzenia. Za to dzisiaj z rana jak ich spotkałem, przywitał mnie straszny zapach. Jakby wszyscy oni byli zrobieni z sera szwajcarskiego. Pytam ich dlaczego, a oni pokazują mi wielkie owoce, które rosną na drzewach i o których już Wam pisałem. Każdy owoc waży chyba kilka kilo. Pocięli je i to one wydawały taki zapach. Cały dzień obracałem się w tym strasznym zapachu, ale im to smakuje. Ja nie miałem nawet ochoty skosztować, mimo, że wszystko mnie ciekawi. W ogóle ci ludzie są sympatyczni i biedni, choć sami o tym nawet nie wiedzą. Napiszę o tym jeszcze w następnym liście do Was, ale dranie napiszcie natychmiast, co u Was słychać. Całuję Was mocno i jak zwykle przesyłam po jednym dobrym klapsie dla każdego. Pocałujcie mamę ode mnie.

Wasz Noach

Kochana Cliluś!

Dziś po raz pierwszy w mieście Vatomandry[1] dostałem aż dwa listy od Ciebie i byłem tak uradowany, jakby mnie ktoś na konia wsadził (z tym koniem to przesada, bo raz w życiu na takim bydlęciu jechałem i starłem sobie cały tyłek do krwi). Równocześnie dostałem list od Jehudy i od Sulamith[2]. Taka frajda nie codziennie mi się zdarza i do tego w Vatomandry.

Pracę w terenie już zacząłem, pobrałem próby i na razie nie jestem zachwycony. Zobaczymy dalej. Dziś zwrócił się do mnie jeden Francuz - drugie pokolenie w Vatomandry. Pracował długo w graficie i zaproponował mi jedno nowe miejsce pod prospekcję 60 kilometrów stąd. Mówi, że ogromne złoże, bez nakładu problemów itd. Napiszę jutro do Bodenkina[3] a tymczasem pojadę oglądnąć. Ten Francuz prawdopodobnie chce pracować w nowej firmie, ale to dalsza sprawa.

(…) Rozkład mojego dnia już Tobie opisałem. Jestem zajęty, ale nie przepracowany. A co do jedzenia: ja się tutaj zdemoralizuję. Nie mogę nawet wszystkiego zjeść, co mi podają. Moja kolacja wygląda następująco: zupa, ryba, jedno mięso, stek, sałata, ser, ciasto - i to w ilościach, które starczyłyby dla całej familii. Przy pracy rano i podczas obiadu też sobie nie żałuję. Nie martw się Cliluś, będzie dobrze. Z tym, że mam teraz pracę i jestem zajęty, dobrze mi, bo nie mam czasu myśleć.

W nocy czasem budzę się kiedy bębni deszcz i myślę o Was. Żebyście tylko zdrowi byli. Dobrze, że dzieci są w porządku. Tę pensję to im podwyższyć można, tylko niech kupią sobie coś, niekoniecznie praktycznego z naszego punktu widzenia. List napisany do nich przeczytaj im i jeżeli zechcą, a Ty uważasz to za wskazane, przetłumacz to ich kolegom. (…)

Jest późno, 9.45 - mocno całuję i ściskam, ale tak z całych sił.

Twój Noach


Przypisy

[1] Vatomandry - miasto położone nad Oceanem Indyjskim w rejonie Atisnanana, centrum dystryktu.

[2] Koledzy Lasmana z Instytutu Geologicznego.

[3] Bodenkin - dyrektor państwowego przedsiębiorstwa Mahcawej Israel, które zajmowało się poszukiwaniem surowców mineralnych. To on zaproponował Lasmanowi wyjazd na Madagaskar.

LIST DO DZIECI, MARKA I HANY

Listy do swoich dzieci Noach Lasman pisał z Madagaskaru regularnie opowiadając im o egzotycznym dla nich świecie, w którym przebywał, z ich perspektywy. Wiedział, że listy te będą czytane nie tylko dzieciom, ale także ich kolegom i koleżankom, rówieśnikom z podwórka - o czym napomina na końcu - i zgadzał się na to. Zachowało się kilkadziesiąt takich listów. Prócz nich - kolejne kilkadziesiąt innych pisanych do żony i przyjaciół.

Pocztówka wysłana przez Noacha Lasmana do dzieci z Madagaskaru, a opisana przez jego żonę Clilę.

Projekt
CHAIM/ŻYCIE

Fundacja Tu Żyli Żydzi, Poznań


Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania  #poznanwspiera

CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:

* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.

* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.

* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.

*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".

Kontakt

  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



© 2020 Fundacja Tu Żyli Żydzi. Strony Trojka Design.