logo l
Madagaskar 1963-1964

Malgasz dostaje połowę

Ostatecznie trudno odmówić jakiemuś narodowi niepodległości. Ale tak już jest, że ci, którzy potrafią to wykorzystać, robią to dla siebie, a ciemna masa z dżungli nie rozumie przecież, co to jest wolność, demokracja, parlament, partia itd. Oni nawet nie rozumieją, co mają prawo żądać od życia. 


 Vatomandry, 8 XI 1963

 

Moi Najukochańsi!

Piszę tak, jak przyrzekłem. Wasze listy leżą prawdopodobnie w Tananarive i dostanę je dopiero za kilka dni. Wczoraj zwiedziłem jeszcze jedną, najstarszą tutaj kopalnię i na tym zakończyłem moje ogólne wykształcenie. Pracuje tam jeden Francuz, dwóch mulatów, a reszta - kilkaset osób - to Malgasze. Po zwiedzeniu Francuz zaprosił nas na obiad, gdzie musiałem pić, oczywiście (wybacz Cliluś, ale nie można inaczej). Tam zaczęła się rozmowa bardziej prywatna i dochodzę do wniosku, że z tą niepodległością nie jest prosta sprawa. Według słów obecnych Francuzów, z podaniem faktów, szary człowiek ze wsi stracił na tym i możliwości jego ucywilizowania znacznie się zmniejszyły. Buduje się mniej szkół, kształci mniej nauczycieli i w ogóle możliwości rozwoju kraju zmniejszyły się, ponieważ nowy kapitał nie spieszy się do czynienia inwestycji w niepewnym miejscu. Z drugiej strony rząd nie może robić i nie zależy mu na rozwoju kraju, bo to nie są efektowne rzeczy. Oni jeżdżą, nawiązują kontakty, budują jakiś reprezentacyjny gmach itd.

To nie jest prosta sprawa. Ostatecznie trudno odmówić jakiemuś narodowi niepodległości. Ale tak już jest, że ci, którzy potrafią to wykorzystać, robią to dla siebie, a ciemna masa z dżungli nie rozumie przecież, co to jest wolność, demokracja, parlament, partia itd. Oni nawet nie rozumieją, co mają prawo żądać od życia. Głodni nie są nie pracując, a więcej nie potrzebują. Te potrzeby, które my mamy, czy zbliżone do naszych, trzeba by im chyba narzucić jakimś przymusem administracyjnym, czy ekonomicznym. Wątpię, czy byłoby to z pożytkiem dla nich.

Zwiedziłem już kilka wiosek w dżungli, żeby zaangażować ludzi do pracy. Ludzie kręcą się, czasem idą na pole, bo mają jakieś poletka ryżowe, drzewa rosną same, chyba przypadkiem zasadzone, domy są jak kurniki - można je sklecić w ciągu jednego popołudnia, bydła nikt nie pilnuje, bo po co. W ogóle nędza i rozpacz, mimo że głodu nie ma, ale to nie dzięki pracy ludzkiej, ale dzięki szczodrej naturze. Tym ludziom trzeba by siłą narzucić jakieś potrzeby, żeby wyszli z tego zastoju.

Z drugiej strony sfery rządzące nie są za bardzo zainteresowane rozwojem kraju. Po prostu chcą zająć miejsce rdzennych Francuzów, przyjęli ich kulturę, kuchnię, sposób życia, ale nie przedsiębiorczość. Inteligencja, która koncentruje się w głównych miastach, nie uczestniczy w rządzeniu krajem. Oni stracili na niepodległości. Poprzednio płacono im tak, jak inteligencji francuskiej, a teraz specjalistom francuskim, bez których nie można się obejść, płaci się tak jak dawniej, włącznie z czteromiesięcznym pobytem we Francji i wszystkimi ubezpieczeniami socjalnymi. Natomiast Malgasz na takim samym stanowisku otrzymuje połowę i z tego płaci podatki, i to duże. Za niepodległość - zresztą bardzo problematyczną - trzeba płacić. Doszło do tego, że część studentów malgaskich we Francji nie wraca do kraju, ponieważ uzyskanie obywatelstwa nie jest problemem, rasizmu nie ma i problemu pracy też nie ma, woli więc pozostać w metropolii, albo angażuje się na wyjazd do innego kraju (byłej kolonii), gdzie pracuje jako specjalista francuski.

slajd Madagaskar 035 znak

Teraz opiszę Wam hotel i środowisko, w którym obracam się po pracy. Właścicielką hotelu jest Francuska - wdowa powyżej sześćdziesięciu lat, która mieszka tu (teraz samotnie) trzydzieści pięć lat. Dzieci są we Francji. Jest strasznie gruba, schludna i biała, co razem czyni wrażenie - nie wiem czemu - że toczy się baryłka masła. Wieczorem o określonej godzinie schodzi się tu cała kolonia francuska (nie ma mieszanych par ani mieszańców) na karty. O określonej godzinie wszyscy wstają, żegnają się i wtedy zaczynamy jeść kolację. Gości jest tu dwóch, trzech najwyżej. Czasem zamawiają stół jacyś miejscowi dygnitarze malgascy, którzy sprowadzają tu gości. Jedzenie - tak jak u Francuzów - pyszne. Schludnie, czysto, urozmaicone. Szczególnie ryby są fajne, jest ich tu bardzo dużo. Dostaję takie półkilowe bydlę na talerz i aż się oblizuję. Teraz jem tutaj tylko kolację - obiad. Śniadanie zabieram ze sobą, a poza tym na obiad zabieramy piecyk gazowy i tam robimy kawę i smażymy ryby. Owoce są na miejscu. Wodę zabieram stąd (filtrowana), ale jak pracuję w dżungli i chce mi się pić, to w drzewie palmowym, które Wam opisałem poprzednio, robię scyzorykiem dziurę i pyszna, filtrowana woda sika jak z fontanny. Jest tego tyle, że jak nadstawiam usta to mi się wlewa za koszulę.

Odnośnie samej pracy - oglądnąłem stare wyrobiska, które porzucono przed piętnastu laty, no i wytypowałem dwa, w których warto mi kontynuować prospekcję. Niezależnie chcę przebadać dwa wzgórza. Ludzi już zaangażowałem, na razie dwudziestu. Na więcej mnie nie stać. Moim zdaniem, gdyby nie problem pieniędzy, wziąłbym trzydziestu, żeby być bardziej operatywnym. Do każdego miejsca muszę dotrzeć pieszo i szkoda po prostu czasu. No, ale co zrobić. Przyślą pieniądze, więc ruszę szerzej roboty.

Moi kochani! czekam strasznie na Wasze listy, choć jestem spokojny. Wiem, dlaczego ich nie dostaję. Stale o Was myślę. O Tobie Cliluś i o dzieciach. Co też Wy teraz robicie? Tu jest godzina siódma wieczór, to znaczy u Was szósta. Chyba przygotowujesz kolację. Potem zacznie się problem, kto pierwszy się myje. A potem albo piszesz listy, albo się uczysz. Ja teraz zabieram się do uporządkowania mojego dziennika roboczego, potem muszę uporządkować rachunki, następnie sprawozdanie dla Bodenkina, listy, pocztówki itd. Do Loli, Hanki, Fani, Racheli wysłałem. Pocztówki wysłałem do Heli Lapter, Reginy i Mordkowiczów, do Heli (ciotki), Meira, nauczycielki francuskiego. Mam jeszcze dużo roboty z tym. Napisz do kogo jeszcze wysłać ze znajomych i sąsiadów w blokach. Podaj mi adres i nazwisko Abramka.

Mocno, mocno całuję i pozdrawiam

Wasz Noach

LIST DO ŻONY, CLILI

Projekt
CHAIM/ŻYCIE

Fundacja Tu Żyli Żydzi, Poznań


Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania  #poznanwspiera

CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:

* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.

* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.

* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.

*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".

Kontakt

  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



© 2020 Fundacja Tu Żyli Żydzi. Strony Trojka Design.