Umówieni ludzie nie czekali na nas z pirogą. W okolicy zmarła tej nocy jakaś staruszka. Tu kobieta od trzynastego roku życia aż do granic możliwości jest maszynką do rodzenia - jasne więc, że taka staruszka jest spokrewniona z wszystkimi i żałoba jest powszechna. Taka okazja, żeby nie pracować i popić bet-sa-bet-sa - tutejszy samogon z trzciny cukrowej!
Brickaville, 6 I 1964
Jako największemu mojemu przełożonemu donoszę Tobie pierwszej o największym odkryciu w zakresie grafitu na Madagaskarze. Nie chwalę się, ale pierwszego dnia pracy w polu na nowym terenie, wytypowanym przeze mnie bez żadnych doradców pobocznych, wdepnąłem na właściwe miejsce. Najdziwniejsze w tym, że ani się nie cieszę specjalnie, ani nie dziwię, ani nie podejrzewam, że się mylę. Uważam to po prostu za naturalne. To leżało i czekało na mnie.
Sam dzień zaczął się niefortunnie. Umówieni ludzie nie czekali na nas z pirogą. Straciłem głowę i przeprawiliśmy się sami na drugą stronę rzeki. Następnie cztery kilometry marszu. Okazało się, że w okolicy zmarła tej nocy jakaś staruszka. Tu kobieta od trzynastego roku życia aż do granic możliwości jest maszynką do rodzenia - jasne więc, że taka staruszka jest spokrewniona z wszystkimi i żałoba jest powszechna. Taka okazja, żeby nie pracować i popić bet-sa-bet-sa - to jest tutejszy samogon z trzciny cukrowej!

Znalazłem dwóch z umówionych ludzi i jakoś ich przekonałem, żeby pracowali ze mną. Wykonali dwa profile w pierwszej starej, małej kopalni - do chrzanu. Nie rozumiem, jak tam ktoś mógł otworzyć kopalnię grafitu. Trochę byłem już zniechęcony i kląłem w duchu. Myślałem - czemu nie dałem się odwieść od zamiaru pracowania tutaj. Geolog kartujący te okolice mówił, że to do chrzanu; kilku przedsiębiorców pracujących w tych stronach czterdzieści lat temu mówiło to samo, a ja, idiota - uparłem się. Znasz mnie, że potrafię sobie coś wbić do głowy.
No, ale trzeba iść dalej. Pół kilometra od pierwszej kopalni druga, mała. Wypaliłem papierosa i kazałem im wykonać dwa profile. Gnałem ich, jakby to były przymusowe roboty. Cliluś, takich profili nie oglądałem jeszcze na Madagaskarze. Czarne na całej długości od grafitu. Tam miejscami może go być od 12 do 15 procent i do tego dużo małych blaszek. Nadkład laterytu 2-3 procent. Feler, że wzgórze niskie. Podniesiony na duchu szukam trzeciej kopalni. Piękna i duża góra - szczęśliwy dzień. Do czwartej kopalni nie znali drogi.
Zadowolony wróciłem do wsi i kazałem szukać człowieka, który czterdzieści lat temu pracował w kopalni. Sprowadzono go - rześki staruszek. Mówi, że ta czwarta najładniejsza i jutro tam pójdziemy. Teren cholernie zarośnięty, ale to wszystko blisko dużej rzeki i położenie nowej kopalni, jeżeli wszystko pójdzie dobrze, będzie najlepsze na całym Madagaskarze. Najtańszy transport - będzie chyba kosztował 600 franków za tonę, a tu płacą od 800 do 2750 franków.
Oczywiście, że taką nowiną musze się podzielić z Tobą. Do Bodenkina napiszę, jak będę miał więcej faktów w ręku. Tak jak poprzednim razem uważam, że konieczne są analizy i wiercenia. Roboty jest dość. Więc widzisz Cliluś!, że nie jestem taki ciemny koń roboczy. Jak na razie w tym miejscu - zanim je wytypowałem - kilka dni czytałem literaturę. Na temat grafitu w tej okolicy są 4 (cztery) linijki. Znęciły mnie trzy rzeczy: że istniała tu kiedyś - 1917 rok - kopalnia. Drugie - miejsce leży na uboczu i nikt tam nie zagląda, bo trudno dotrzeć. Trzecie: dla transportu wodnego do Tamatave to jest cudowne, wymarzone miejsce. No i wdepnąłem. Myślę, że pojutrze zacznę pracować już z większą ilością ludzi (trzydziestu).
O zdrowie moje nie martw się. Łykam teraz pastylki codziennie, bo tu jest rzeka - mimo że przepisowo trzeba dwa razy tygodniowo. Do pracy zabieram dwie duże butelki wody sodowej i tylko to piję. Apetyt mam - codziennie do każdego posiłku robimy sałaty z pomidorów, cebuli i rzodkwi - nie grozi mi więc awitaminoza. W ogóle samemu przyrządzamy jedzenie i to mi bardziej odpowiada. Od jutra przyjmujemy służącego do sprzątania i prania. Kucharza nie mogę dostać, ale pitraszenie nie sprawia mi trudności, tym bardziej, że wszystkie rzeczy przygotowuje szofer i myje naczynia, a ja tylko dozuję do garnka. On chyba pierwszy raz widzi białego, który sam pitrasi.
Moi Kochani, tak chciałbym Was mieć przy sobie. (…) Mocno, mocno ciumam od stóp do głów.
Twój Nojuś
poniedziałek po południu
Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera
CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:
* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.
* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.
* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.
*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.