W Tananarive widziałem raz tutejszego prezydenta Tsiranana. Przejeżdżał ulicą, jechało z nim może dwudziestu motocyklistów i dziesięć pięknych wozów. Chyba cała prowincja, w której teraz pracuję, płaci podatki na ten szyk. On tak normalnie jeździ. Może sobie pozwolić, jak ci biedni ludzie płacą podatki. Tak wygląda w całej francuskiej Afryce. Oni zrobili chyba za duży skok. Tu nie ma opozycji i kontroli. Kto ma władzę, ten ma siłę.
Brickaville, 12-13 I 1964
Dziś niedziela i pracuję w domu. Kupiłem kurę, zarżnąłem, dałem do oskubania i wypatroszenia, i sam ugotowałem pyszny rosół z makaronem i fasolą. Na deser świeże brzoskwinie, ananas i szklanka miodu dziki pszczół. Pyszne - szkoda tylko, że nie możecie w tym uczestniczyć, bo jest tego tyle, że z szoferem nie możemy upchać. (…)
Widziałem, jak w dżungli Malgasze pobierali miód leśnych pszczół. One są strasznie kąśliwe. Podkładają suche gałęzie pod ul w starym spróchniałym drzewie i podpalają. Pszczoły uciekają przed dymem, a Malgasze wyciągnęli wszystkie plastry pełne miodu. Zaraz na miejscu zaczęli jeść i mnie też poczęstowali kawałkiem. Przyjąłem, bo to czyste i apetycznie wygląda. Potem resztę zapakowali pięknie w duże, młode liście, przewiązali łykami i zabrali ze sobą. We wsi oczyścili plastry z miodu, a ponieważ miałem ze sobą butelkę po wodzie sodowej, napełnili mi ją, a ja dałem im paczkę papierosów. Miód jest pyszny i w płynie, nie gęsty.
Widziałem też, jak zabili węża. Tu nie ma węży jadowitych, ale oni je jedzą. Leżał sobie biedaczek obżarty i chyba spał, w miejscy, gdzie kazałem zrobić wykop. Był gruby jak udo i chyba miał trzy metry długości. Jeden z Malgaszów cichnął go nożem przez łeb, tak, że przeciął kręgi. Odrzucili go na kilka metrów i przystąpili do pracy. Po kilku minutach patrzę - węża nie ma. Bestia żyła jeszcze i zwiał. Na pewno zdechł w jakiejś dziurze, ale do żołądków się nie dostał. Innym razem upolowali małego dzika Na miejscu osmalili go na ogniu i tak prawie surowego zżarli. Chcieli mnie poczęstować ochłapem, ale oczywiście nie przyjąłem.

O owocach już pisałem. Jeżeli istniał gdzieś raj na ziemi, gdzie ludzie żyli bez pracy, to chyba tutaj. Wszystko rośnie samo w dżungli: kawa, kakao, herbata, drzewo chlebowe, pomarańcze, cytryny, mango, avocado, ananasy, banany, gujawy i masa, masa innych owoców o różnych smakach. Oni do pracy przeważnie nie zabierają nic do żarcia, bo wiedzą, że coś tam natura im sama, bez dużego wysiłku, podaruje. Ale przez to są właśnie tak biedni.
W Tananarive widziałem raz tutejszego prezydenta Tsiranana[i]. Przejeżdżał ulicą i jechało z nim może dwudziestu motocyklistów i dziesięć pięknych wozów. Chyba cała prowincja, w której teraz pracuję, płaci podatki na ten szyk. On tak normalnie jeździ. Może sobie pozwolić, jak ci biedni ludzie płacą podatki. Tylko za to powinni go powiesić. Kilku Francuzów mówiło mi, że on ma czterdzieści willi w różnych zakątkach Francji. To jest możliwe. Mnie się wydaje, że w mniejszym lub większym stopniu sprawa wygląda tak w całej francuskiej Afryce. Oni zrobili chyba za duży skok. Tu nie ma właściwie opozycji i kontroli. Kto ma władzę, ten ma siłę. Tak jest właściwie na całym świecie, ale tutaj wybory odbywają się w lesie z żandarmem. Wszystko jest demokratycznie, na stole leżą kartki wielu partii włącznie z komunistyczną. Pierwszy stos jest rządowy i zaraz za nim, przy brzegu stołu, stoi żandarm. Kto zechce go ominąć? Pomijam fakt, że oni nie umieją czytać i prawdopodobnie nie wiedzą, o co się tu rozchodzi i po co ta cała zabawa.
W sobotę wieczór byłem tu na występach jakiegoś magika. Chciałem wykupić tani bilet, żeby siedzieć razem z ludem, ale jak zobaczyli białego od razu dali do pierwszych rzędów - trzy razy droższy. I dobrze się złożyło, bo był sou-prefect, burmistrz i cała śmietana, a gorsze miejsce mogło poderwać mój autorytet.
Prospektor ma przyjechać dziś po południu (poniedziałek, 13 I). To będzie nowy prospektor. Tę część listu pisze w lesie, przy pracy. Wstałem, nie wiem czemu, we wściekłym humorze, nagadałem szoferowi, służącemu, robotnikom - ale przeszło mi.
Mam tutaj jednego ordynansa - starego Malgasza. Z samego rana kazałem mu zbudować szałas z liści palmowych, wymościć liśćmi i mam tu kwaterę główną. Szofer nagania ludzi, a ja mówię, w którym miejscu mają pracować.
Nowa kopalnia ładna, grafit ładny, profile ładne i nie obawiam się analiz. Fakt, że pracowano tu ręcznie przed czterdziestu laty, kiedy grafit malgaski ceniono ze względu na jakość, upoważnia mnie do optymizmu. A położenie komunikacyjne, jak już pisałem, świetne. Będą mieli najtańszy transport na Madagaskarze.
W tej chwili piszę list od Was. Myślę, że to ostatnie miejsce w polu, które rozpracowuję. Jutro wyślę do Bodenkina telegram z meldunkiem i list ze szczegółami. Może zrobię to pojutrze, bo tę wiadomość zawsze przyjmą z chęcią, a ja chcę być pewny na sto procent.
Z Malgaszami mam dużo hecy. Oni w ogóle nie znają francuskiego. Idę z przewodnikami i w pewnym miejscu ich wyprzedzam. Dochodzę do rozwidlenia ścieżek i pytam: „C’est la piste?”, to znaczy: „Ta ścieżka?” Oni mówią „Haj” - „Tak”. Idę, a oni za mną. Chodzimy kilometr, dwa kilometry i orientuję się, że coś tu nie w porządku. Więc pytam: „Où est la vieille mine?” - „Gdzie jest stara kopalnia?”, a oni pokazują przeciwny kierunek. Rozumiesz - biały się nie myli i nie można mu powiedzieć - „Nie, to nie jest ta ścieżka”. I musieliśmy wracać. Kląłem, na czym świat stoi, ale teraz się pilnuję, żeby nie być pierwszym.

A jacy to są robotnicy! Im cywilizacja wyrządzi wielką krzywdę, jak ich nauczy pracować i żądać czegoś od życia. Żyją sobie spokojnie, bez wysiłki i pośpiechu, nie są głodni, odzież niepotrzebna. Ktoś umrze, to święto. Dobrze im z tym. Do nich nie dotarła jeszcze wiadomość, że była jakaś wojna i że grozi nowa. Śmierć znają tylko detaliczną, a nie hurtową, jak my. Co nowy świat może im dać? Friżyder[ii], radio, telewizję i do tego świadomość, że istnieją masowe środki zagłady oraz nienawiść, wobec której ich antagonizmy szczepowe są śmiechem. Zresztą pies z nimi tańcował. Mam własne kłopoty. Niech się cywilizują lub syfilizują - to ich sprawa.
Na razie sprawa w tej cholernej kopalni wygląda tak. Przed rozpoczęciem pracy bałem się, że dolna partia jest zbudowana z innego kamienia, ale ta, jak stwierdziłem, jest w porządku. Gnejs z grafitem w ścianie o wysokości dwunastu, piętnastu metrów. To jest ładne. Ale nadkładu jest trzy, cztery metry i dziś ludzie pracowali cały dzień w wykopach niedaleko kopalni - i nic, nie przebili laterytu. Pod spodem musi być grafit. Jestem tego pewien, jak dwa razy dwa równa się cztery, ale to mało. Ja muszę go namacać i pobrać próby. Jutro kazałem kontynuować te same wykopy. To mogą być trzy, cztery lub pięć metrów, ale w końcu muszę natrafić albo na grafit, albo na inną skałę. Widzisz wiec Cliluś, że w tym liście sprzed tygodnia szwycnąłem sobie - co nie jest w moim tonie. Żadne osiągnięcie nie przychodzi łatwo. Jeszcze dobrze się napocę, zanim powiem - w porządku. Ale mimo wszystko jestem dobrej myśli. Jeśli tylko część tej góry jest zbudowana z serii grafitonośnej, to już mi wystarczy.
Teraz przyjechał prospektor. Jutro zrobimy przegląd tej cholernej góry - jest zarośnięta tak, że nic nie widać. Może znajdę jeszcze jakieś stare odkrywki. Myślę, że będzie dobrze, ale trochę jestem niespokojny. Chciałbym już wiedzieć, że mam w ręku drugie złoże z zasobami.
Mocno, mocno Was całuję. Idę na pocztę nadać ten list. Może jest też poczta dla mnie.
Wasz Nojuś
[i] Philibert Tsiranana (1912-1878) - z zawodu nauczyciel, założyciel Partii Socjaldemokratycznej, która dążyła do niepodległości, ale chciała utrzymać więzy z Francją. W momencie uzyskania przez Madagaskar w 1960 r. niepodległości został pierwszym prezydentem republiki. Okres jego rządów to względna stabilność w kraju. zmuszony do ustąpienia ze stanowiska w 1972 r.
[ii] Friżyder - lodówka (z ang. fridge).
Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania #poznanwspiera
CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:
* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.
* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.
* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.
*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.