logo l
Madagaskar 1963-1964

Nad strumykiem Ambodamanga

Zwierząt w dżungli nie ma, za to są owady. W nocy jak nie pada słychać cały koncert. Cały czas coś świszczy, bzyka, ćwierka, charczy - ale nic nie widać. Jak wychodzę z namiotu widzę tylko masę małych punkcików, które zapalają się i gasną, i lecą w różnych kierunkach. I nic innego nie widać, nawet najbliższych krzaków. 


  

Nad strumykiem Ambodamanga, 7 II 1964

Kochane dzieci!

Tym razem chcę Wam opisać, jak się żyje w dżungli. Jeszcze przed wyjazdem, w mieście, zakupiłem sobie wszystko do jedzenia: konserwy mięsne, rybne, śledziowe, konfitury, zupy, makaron, cukier, herbatę - wszystko, nawet kartofle i marchew, bo tu w dżungli tylko tutejsze owoce można znaleźć. Mamy ze sobą namioty i łóżka, i siatki na moskity - i to wszystko ustawiliśmy nad brzegiem malej rzeczki. To jest daleko od wsi, tak, że woda jest czyściutka, ale pijemy tylko herbatę z cytryną. Stale mamy pełny kocioł herbaty. Mam tu jednego robotnika, który tylko zajmuje się obozem: sprząta, rąbie drzewo, zbudował kuchnię, obiera kartofle, myje naczynia i w ogóle robi wszystko, co trzeba razem z praniem bielizny.

Namiot mam dla siebie i jest bardzo wygodny. Przyjemnie jest w nim siedzieć wieczorem przy lampie, tak, jak teraz, i pisać. Na dworze leje deszcz jak z cebra. Nie wiem, skąd tam na górze bierze się tyle wody. Deszcz rąbie w namiot, jakby ktoś garściami stale rzucał groch. Tutaj jednak jest sucho i ciepło. Wokół namiotu kazałem wykopać rowek w kierunku rzeczki, tak, że woda spływa, a na ziemi mam płachtę brezentową. Pod łóżkiem mam cały mój bagaż, a pod stołem spiżarnię w kartonach. Dla siebie gotuję sam na małej kuchence gazowej, a Malgasze gotują na ognisku. Ustawili sobie trzy kamienie, stawiają garnek, podpalają ogień i gotują.

slajd Madagaskar 042 M znak

Pracujemy niedaleko stąd, kilkaset metrów, tak że dużo nie trzeba chodzić. Za to tak, jak w dżungli, wszystko jest dokładnie zarośnięte. Zwierząt nie ma, za to są owady. W nocy jak nie pada słychać cały koncert, cały czas coś świszczy, bzyka, ćwierka, charczy, ale nic nie widać. Jak wychodzę z namiotu to widać tylko masę małych punkcików, które zapalają się i gasną, i lecą w różnych kierunkach. To są robaczki i owady, które mają w skorupce fosfor i to on tak świeci. A noce są ciemne, że nic nie widać. Nawet najbliższych krzaków.

Dziś pracę skończyliśmy wcześnie i poszliśmy łowić ryby. Niedaleko jest staw. Ścięliśmy trzy bambusy, przywiązaliśmy nitki nylonowe, haczyki z cienkiego drutu, robaki były w ziemi. Usiedliśmy na brzegu i na spółkę w trójkę nałapaliśmy chyba dwa kilogramy małych rybek. Kucharz je wieczorem wypatroszył i usmażył na oliwie. Ja jako kierownik tej wyprawy dostałem pierwszą patelnię. Polałem to sokiem cytrynowym i bardzo mi smakowało. Żałowałem tylko, że Was tu nie ma. Razem lepiej by smakowało.

W Tananarive byłem w chińskiej restauracji i mogę Wam powiedzieć, że mi smakowało. Była chińska zupa, potem mielone ryby z ciastem, młoda cebulka i młode korzenie bambusa - całość polewa się ostrym sosem. Następnie kura ugotowana na sposób chiński. Dopija się mocną, zieloną, niesłodzoną herbatą. Usługują oczywiście Chińczycy, ale ubrani byli tak, jak my. Cały czas chińska orkiestra gra jakieś piszczące melodie.

Jak byłem w Brickaville zapomniałem Wam opisać jeden śmieszny wypadek. Pisałem Wam, że był tam z występami jakiś magik i ja też tam byłem. Pokazywał różne sztuczki z kartami, chustkami, zgadywał różne rzeczy, a w pewnym momencie mówi, że zna różne języki: hebrajski, rosyjski, polski, węgierski, patagoński - jeśli ktoś chce z nim mówić, to bardzo proszę. Kto zna takie języki w Brickaville, gdzie mieszkają tylko Malgasze i Chińczycy? Więc wstaję i mówię, że ze mną może mówić po hebrajsku, polsku i rosyjsku. On znał tylko kilka słów z tych języków i szybko zakończył rozmowę, a ja nie chciałem mu szkodzić. Obydwaj dostaliśmy oklaski od publiczności.

Na drugi dzień odszukał mnie, zaprosił na szklankę wina i podziękował, że go nie wpakowałem. Powiedział, że drugi raz tak wpadł z językami. Raz w Izraelu, jak występował w kibucach i teraz tutaj. On zawsze podaje języki, o których wie, że na pewno nikt ich w tym miejscu nie zna. Powiedział, że gdyby wiedział, że jakiś Izraelczyk jest na sali, to w ogóle nawet by nie wspomniał o tym, że zna jakieś języki. Świat jest strasznie mały, jak już w Brickaville nie można się chwalić, że zna się hebrajski czy rosyjski.

Bardzo tęsknię za Wami i za mamusią. Myślę, że Wy za mną też. Jak wrócę to się mocno, mocno wyściskamy. Uczcie się tylko dobrze i pomagajcie mamusi. Pamiętajcie o tym. Niczym mnie tak nie ucieszycie, jak tym. Mocno, mocno całuję cała trójkę.

Wasz tatuś

Noach

LIST DO DZIECI, MARKA I HANY

Projekt
CHAIM/ŻYCIE

Fundacja Tu Żyli Żydzi, Poznań


Sfinansowano ze środków budżetowych Miasta Poznania  #poznanwspiera

CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce rozpoczęty dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej następujące rodzaje materiałów:

* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.

* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.

* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.

*Materiały uzyskane w ramach projektu "Z ulicy Żydowskiej na Madagaskar - Noacha Lasmana fotografie i listy z Afryki i Ameryki Południowej".

Kontakt

  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



© 2020 Fundacja Tu Żyli Żydzi. Strony Trojka Design.