logo l

Historia Dawida i Friedy

Andrzej Niziołek

Punkt wyjścia tej historii i planowanej książki to Dawid i Frieda Sonnabendowie. On – chazan (czyli kantor) i szofet (rzezak), ona prowadząca dom i wychowująca siódemkę dzieci jego żona. Rodzina poznańskich Żydów z kręgu niemieckiej kultury. Ale w polskim Poznaniu. 


Ostatni poznański kantor Dawid Sonnabend pochodził z rodziny rabinów, kupców, szochetów. Urodził się w 1883 roku jako pierwsze dziecko Abrahama Sonnabenda, rabina w Nieszawie i jego żony Sary Greenberg. Jego stryj Jehuda Leib Sonnabend był rabinem w Dobrzyniu, a dziadek Rafael kupcem w Płocku. Rodzina od pokoleń żyła na polsko-niemieckim pograniczu na Kujawach, w Dobrzyniu, Płocku, Włocławku.

Dawid nie miał formalnego wykształcenia muzycznego, uczył się zawodu prawdopodobnie od innych kantorów. Ale miał glos i był religijny jak ojciec. Kiedy w 1921 roku został kantorem Nowej Synagogi, zwanej też Wielką, zatrudniony przez gminę żydowską w Poznaniu, miał 38 lat. Był niewysokiego wzrostu mężczyzną w coraz bardziej średnim wieku, łagodnego usposobienia, noszącym modnie nastroszone wąsy i kozią bródkę. Powtórnie ożeniony, miał już czwórkę dzieci do utrzymania i – od czasu wojny – dość niestabilną przeszłość zawodową. Przed I wojną światową był kantorem we Włocławku, który wówczas należał do zaboru rosyjskiego, potem często zmieniał pracę, będąc chazanem w niedalekich od siebie Pakości, Inowrocławiu i Mogilnie.

Ortodoksyjny i tolerancyjny

Wojna, a potem odzyskanie przez Polskę państwowości, spowodowały masową emigrację Niemców i Żydów czujących się kulturowo Niemcami do powstałej na gruzach cesarstwa Republiki Weimarskiej, Dawid jednak tego nie zrobił. Może dlatego, że dostał dobrą propozycję z Poznania? Nagle znacznie skurczona, licząca (po wyjeździe z miasta kilku tysięcy Żydów) tylko około 1400 członków gmina żydowska w Poznaniu, zaczyna się wtedy na nowo organizować. Pozostał w niej rabin Jakub Freimann, ale brakuje kantora. A Poznań jest dużym i zasobnym miastem.

W 1917 roku lub na początku 1918 umiera pierwsza żona kantora Jochewed Dobrzyńska (ewentualnie: Dowczyńska), zostawiajac męża z ośmioletnim synem Izaakiem i dwuletnią córeczką Nechamą. Ortodoksyjny kantor, do tego z dwójką małych dzieci, musi znaleźć nową żonę, więc w 1918 roku (jeszcze trwa wojna) wskutek udanego sziduchu, czyli swatów, Dawid żeni się powtórnie, z trzydziestojednoletnią już wówczas Friedą Nagel. Panna młoda pochodzi z Pomorza, wychowała się w rodzinie pobożnych, ale zasymilowanych Żydów niemieckich. I choć samemu kantorowi bliżej jest do kultury niemieckiej niż polskiej, to Frieda przesądza o tym, że w ich mieszkaniu przy ul. Szewskiej 10, w polskim Poznaniu, będzie się mówilo po niemiecku i ta kultura będzie dominować w wychowaniu ich dzieci. I tak pozostanie nawet kiedy te zostaną syjonistami, a niemal równocześnie Hitler dojdzie w Niemczech do władzy.

Dawid będzie przez osiemnaście lat kantorem pięknej i wielkiej Nowej Synagogi w Poznaniu, której wierni nigdy, nawet w największe święta, nie byli w stanie w całości zapełnić. Będzie z udziałem chóru prowadził liturgię i modlitwy podczas szabatowych nabożeństw oraz świąt (jak pamięta jedna z poznanianek, Rola Sochaczewska, śpiewał bardzo pięknie), czy uświetniał swoim śpiewem uroczystości takie, jak śluby i pogrzeby.

Jednocześnie – także zgodnie z tradycją – Sonnabend jest szochetem poznańskiej gminy. Inaczej mówiąc: starannie wyuczonym, biegłym w religijnych prawach oraz anatomii zwierząt rzezakem, którego zadaniem jest ubój zwierząt na potrzeby członków gminy tak, aby zwierzę jak najmniej cierpiało, a mięso pozostało koszerne. Przed piątkiem można było do niego pójść z zakupioną na targu na Starym Rynku kurą, indykiem czy gęsią, by zgodnie z regułami wypuścił z nich krew, zbadał, czy mięso nie ma wewnętrzych zwyrodnień i oddzielił części niekoszerne od koszernych. Nie dotyczyło to mięsa sprzedawanego przez trzech żydowskich rzeźników działających w przedwojennym Poznaniu: Rotenberga, Milewicza i Leviego, bo ci znacznie większego koszernego uboju zwierząt do swoich sklepów dokonywali na terenie Rzeźni Miejskiej w Poznaniu.

Świat, w którym w Poznaniu żył i funkcjonował Dawid Sonnabend, miał swoje centrum w dawnej dzielnicy żydowskiej przy ulicy Stawnej – przy niej bowiem mieściła sie synagoga, rzeźnia gminy oraz budynek jej Zarządu na rogu z ulicą Szewską, w którym na pięrwszym piętrze mieszkała rodzina Sonnabendów. Mimo religijności i ortodoksyjności Dawida i Friedy, był to dom zaskakująco otwarty. I pełen ludzi – z kantorem mieszkała także jego matka Sara, dość często odwiedza ich jego siostra Rosa. Frieda i Dawid mają siedmioro dzieci – licząc także dwójkę z pierwszego małżeństwa chazana. Niemal wszystkie one stają się aktywnymi działaczami i uczestnikami lewicowego i syjonistycznego ruchu harcerskiego Ha-Szomer ha-Cair, ale nie muszą się ze swoim pragnieniem wyjazdu do Palestyny i budowy tam państwa żydowskiego kryć przed rodzicami, jak niektórzy inni poznańscy szomrzy. Dawid I Frieda wychowują dzieci religijnie i zgodnie z żydowskimi tradycjami (wszyscy oni znają hebrajski - to w Poznaniu wśród młodzieży wyjątek), ale nie narzucają im, jak mają żyć. Ich piatkowe kolacje rozpoczynające szabas są gwarne, bo uczestniczą w nich także ich krewni czy wynajmujący w mieszkaniu Sonnabendów pokój żydowscy studenci, a dodatkowo kantor zaprasza niekiedy gości, np. żydowskich żołnierzy zwalnianych tego dnia z poznańskich koszar na nabożeństwo w synagodze.

9 września o 9 rano

Niepokój o przyszłość, na razie nie powodujący zmian w codziennym życiu, zakrada się do głów i serc poznańskich Żydow w drugiej połowie lat 30., kiedy w Niemczech Hitler coraz bardziej agresywnie zbroi się i prześladuje Żydów, a w Polsce po śmierci Piłsudskiego wzmaga się agresywny antysemityzm rozkręcany przez prawicowych, nacjonalistycznych polityków, za którymi podąża słabnący, sanacyjny rząd. W jednym z pisanych wówczas listów Dawid Sonnabend, przewidując nie tak odległe w czasie przejście na emeryturę, wyznaje, że myśli wówczas wyjechać do Palestyny. Nieskonkretyzowane plany niweczy wybuch wojny.

Mogła ona zastać rodzinę Sonnabendów poza Polską. Podobnie jak przebywające w Niemczech i Francji rodzeństwo kantora, Dawid dostał realną propozycję wyjazdu z Europy, ale wraz z Friedą uznali ją za mrzonkę. Żyli dalej codziennym życiem.

Ostatnie nabożeństwo w synagodze z udzialem Dawida Sonnabenda odbywa się 9 września o 9 rano. Następnego dnia do miasta wchodzą Niemcy i rozpoczynają się prześladowania, przede wszystkim Polaków, bo Żydów jest garstka. Tym bardziej mniej, że część z nich, pochodzących z centralnej lub wschodniej Polski, latem 1939 wysyła dzieci i żony do mieszkających tam swoich rodzin.

Dawid Sonnabend nie robi tego. 11 grudnia 1939 roku na rozkaz Niemców stawia się z żoną, matką i czwórką najmłodszych dzieci - wraz z niespełna tysiącem poznańskich Żydów, którzy jeszcze pozostali w mieście - w obozie przesiedleńczym na Głównej, a 13 grudnia wraz z wszystkimi Sonnabendowie wyjeżdżają w kolejowym transporcie do Generalnego Gubernatorstwa. Niemcy mogą triumfować – w ciągu trzech miesięcy sprawili, że Poznań jest Judenfrei, wolny od Żydów.

Kiedy transport, którego pasażerów nie chce po drodze przyjąć żaden z niemieckich komisarzy kolejnych mijanych miast, dociera niemal do samej, nowo wytyczonej granicy hitlerowsko-sowieckiej za Lublinem, poznańscy Żydzi zostają po prostu wyrzuceni na jednej z małych wiejskich stacyjek zasypanych śniegiem. Przygarnia ich gmina żydowska w pobliskim Ostrowie Lubelskim. Połowa z poznaniaków doczeka tam ciężko pracując listopada roku 1942 i wywózki do obozu zagłady w Bełżcu. Druga połowa rozproszy się szukając szczęścia i ratunku indywidualnie.

Sonnabendowie należą do tych drugich. Decydują się jechać do Warszawy. Prawdopodobnie mają tam rodzinę. W październiku 1940 trafiają, jak wszyscy  warszawscy Żydzi, do getta. Mimo głodu, gnieżdżenia się w jednym pokoju, chorób i dorywczych prac, ciągle żyją. Kiedy w lipcu 1942 roku rozpoczyna się wielka akcja likwidacyjna getta, najstarszy spośród będących z nim dzieci, Rafi, pracuje w oddziale Żydów poza granicami getta. Wraca do getta i po raz ostatni widzi rodzinę przed wejściem na Umschlagplatz. Dawid daje mu znak, żeby się do nich nie zbliżał. Z Friedą i trójką najmłodszych dzieci, Jamesem, Rose i Naftalim zostaje wywieziony do Treblinki.

Jaką datę nosił ten dzień, nie wiemy.

Dawid Sonnabend ze swoją rodziną, 1932. Footgrafia ze zbiorów rodzinnych

Może cię zainteresować również

Projekt
CHAIM/ŻYCIE

Fundacja Tu Żyli Żydzi, Poznań


Projekt finansowany jako zadanie publiczne Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

CHAIM/ŻYCIE - portal o kulturze, Żydach, artystach i Wielkopolsce, to projekt edukacji i animacji kultury w Poznaniu i Wielkopolsce. Poszukujemy, gromadzimy i prezentujemy na niej trzy rodzaje materiałów:

* Dzieła twórców kultury odnoszące się do kultury żydowskiej i obecności Żydów w Poznaniu i Wielkopolsce.

* Materiały nt. kultury i historii Żydów wielkopolskich – jako mało znanego dziedzictwa kulturowego regionu.

* Informacje o działaniach lokalnych społeczników, organizacji, instytucji zajmujących się w Wielkopolsce upamiętnieniem Żydów w swoich miejscowościach oraz informacje o tychże działaczach i organizacjach.

Kontakt

  • Andrzej Niziołek

  • Hana Lasman

  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Kultura w sieci w 2020 r.

© 2020 Fundacja Tu Żyli Żydzi. Strony Trojka Design.